Jak ograniczyć kalorie

Hej! Przez chwilkę nie było żadnego wpisu ale niestety mój projekcik pochłania sporo czasu. Jestem już w jednej piątej jeszcze sporo pracy przede mną ale mam nadzieję, że efekt końcowy będzie warty wysiłku! Nadrabiam więc pisząc o moich sposobach na ograniczenie kalorii. Jak wiecie już z wcześniejszych postów cały czas nad sobą pracuje i widzę coraz lepsze efekty! Niedługo zrobię Wam małe podsumowanie. W walce o lepszą siebie te propozycje bardzo pomagają, zwłaszcza, że wprowadzając je nie odczujemy gwałtownych zmian a mogą to być nasze pierwsze kroki w dobrym kierunku. Będzie ich 5!

Na pierwszy rzut idą kanapki, nie mam pojęcia jak Wy ale ja uwielbiam i nie potrafiłabym z nich zrezygnować. Nikomu też nie piszę żeby to robił! Chodzi o to czym je smarujemy, masło? margaryna? zamiast 700 kcal ( dane podaję na 100g produktu) możemy wybrać avocado lub serek kanapkowy (ok 160 kcal) I już mamy zaoszczędzone ponad 500 kcal. Dodatkowo jeśli sprawdzimy właściwości avocado okaże się dużo lepszym wyborem.

Numer dwa cukier, najprościej było by z niego zrezygnować i faktycznie ja nie dodaję go do kawy czy herbaty. Jednak jeśli chodzi o wszystkie ciasta i deserki wybieram jego zastępnik. Mamy teraz całą gamę do wyboru, miody, ksylitole, stewie itd. Jednak ja wybieram najmniej kaloryczną propozycję Erytrytol. Erytrytol nie ma kalorii więc zamiast ok380 mamy 0.

Numer 3 wody smakowe, niby to tylko woda a ilość cukru powala. zamiast kupować gotowe w szybki sposób zróbmy swoją!

Cytrynowa:

  • sok z cytryny
  • woda gazowana lub niegazowana wedle uznania,
  • erytrytol

Numer 4 Lody! wybierajmy sorbety owocowe, lody niskokaloryczne (coraz więcej takich w ofercie) lub przygotujmy je sami w domu z mrożonych owoców, zapewniam,że będą równie smaczne. Uwielbiam połączenie mrożonych bananów z łyżką masła orzechowego ( nie trzeba dosładzać) Lub mrożone maliny z gęstą częścią mleczka kokosowego i erytrytolem.

Numer 5 desery i ciasta, jeśli kupujemy je w sklepach czytajmy skład, jeśli robimy w domu korzystajmy z przepisów na fit zamienniki i tu zapraszam Was do mnie na instagram @zdrowy_talerz . Lub po prostu zamiast do przepisu dodawać cukier użyjmy jego zamiennika!

Kilka małych zmian a naprawdę pomogą. Daj znać czy ten wpis Ci się przyda lub jakie Ty masz sposoby 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Przemyślenia i rady | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Zielone ma moc

Oprócz przepisów, podróży i książek, chciałabym się też podzielić z Wami wiedzą i ciekawostkami dotyczącymi naszego żywienia. W ostatnich czasach dieta oparta jest w głównej mierze na mięsie ( od razu zaznaczam, że nie jestem za wyrzuceniu go z jadłospisu). Spożycie warzyw jest niewielkie a w niektórych przypadkach bliskie zeru. Nie każdy te warzywa też lubi, niestety suplementacja nie jest w stanie zastąpić właściwości, które te warzywa nam dają.

Przygotowanie dań z warzywami, ilość dostępnych przepisów daje wiele możliwości. Warzywa do diety można też wprowadzić jako koktajle o których będzie właśnie ten wpis.

Zazwyczaj piłam koktajle owocowe lub mieszane z marchewką, burakiem lub selerem i bardzo rzadko sięgałam po inne warzywa, nie mając pojęcia o wielu kryjących w sobie super właściwości.

Dlatego dzisiaj mam dla Was zielony koktajl a właściwie sok tylko z 4 składników.

  1. Seler naciowy, jest warzywem wszechstronnym, można go spożywać na świeżo, chrupiąc z dipami, gotować, dodawać do sosów lub podawać w formie sałatek, koktajli. W 95% procentach składa się z wody, dzięki czemu dobrze nawadnia ciało. Błonnik, który zawiera wpływa na nasz metabolizm, usprawniając go. Dodatkowo bogaty jest w potas, magnez, sód i żelazo. Ma również wpływ na regenerację krwi, dzięki zawartemu w nim chlorofilu. Jest niskokaloryczny. (2 łodygi)
  2. Koper włoski, nazywany również fenkułem. Bogaty w witaminę C i B, błonnik i kwas foliowy. Rzadko używany w naszej kuchni, chociaż coraz częściej dodaję się go do sałatek lub duszonych potraw. Również niskokaloryczny. Pomocny przy zaburzeniach apetytu i zaparciach. Ma również działanie przeciwgorączkowe. (2 łodygi)
  3. Limonka, inaczej limetka. Posiada ona antyoksydanty, które przeciwdziałają nowotworom. Wspomaga układ trawienny a zwłaszcza pracę wątroby, rozrzedzając żółć. Bogata w wit. C, potas, fosfor. Jest alkalizująca, odkwasza organizm. Ma wpływ na obniżanie objawów nerwicy, wzmacnia odporność. (sok z połówki)
  4. Chilli, jest bogata w kapsaicynę, wpływa na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi. Działa przeciwzakrzepowo. Ma wpływ na przyśpieszenie metabolizmu, dzięki niej zwię spalanie kalorii w organiźmie. (szczypta).

Dajcie znać czy Wy macie jakiś ulubiony zielony koktajl? I jeśli tak z czego się składa. 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , | 2 komentarze

Lista polecanych książek

Dzisiaj mam dla Was listę książek, które warto przeczytać. Dziękuję za Wasze polecenia z Instagrama! Oczywiście te książki oprócz tych, które ja polecam, dodaje też tu.

  1. Katarzyna Michalak ‚Mistrz’
  2. Remigiusz Mróz ‚Chyłka’
  3. Blanka Lipińska ‚365 dni’
  4. Blanka Lipińska ‚Ten dzień’
  5. A. J. Finn ‚Kobieta w oknie’
  6. A. J. Finn ‚Dziewczyna w oknie’
  7. Markus Zusak ‚Złodziejka książek’
  8. William P. Young ‚Chata’
  9. Olga Rudnicka ‚Seria o Nataliach’
  10. Katarzyna ‚Seria o Lipowie’
  11. B. A. Paris ‚Na skraju załamania’
  12. Lorena Franco ‚Ona to wie’

Powyżej podałam książki polecone przez moich obserwatorów, teraz te, które ja polecam:

  1. M. Witkiewicz A. Rogoziński ‚Pudełko z marzeniami’
  2. Emilly Giffin ‚Wszystko, czego pragnęliśmy’
  3. Renne Carlino ‚Zanim zostaliśmy nieznajomymi’
  4. Guillaume Musso ‚Uratuj Mnie’
  5. Guillaume Musso ‚Dziewczyna z Brooklynu’
  6. Guillaume Musso ‚Apartament w Paryżu’
  7. B.A Paris ‚Za zamkniętymi drzwiami’ Poniżej recenzja.

Książka o parze idealnej, Grace i Jack para, która zakochuje się od pierwszego wejrzenia. On przystojny i bogaty ona kobieta czarująca i z klasą. Są wręcz nierozłączni, dlatego bliższe poznanie kobiety jest bardzo ciężkie. Książka pokazuje emocje i sceny z krótkimi opisami, które nie ciągną kartek w powieści. Jest bardzo ciekawa, cały czas coś się dzieje. Sceny teraźniejsze przeplatane są z tymi z przeszłości co pozwala nam doskonale zapoznać się z bohaterami. Idealne życie,idealna praca czy tak naprawdę wygląda ich życie?
Nic nie pozbawia nas sił równie skutecznie jak strach to fragment z książki, który zrozumiecie dokładnie po przeczytaniu całości. Ja z mojej strony szczerze polecam. na mojej liście znajduję się ona w pierwszej 5!

Zaszufladkowano do kategorii Recenzje | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Burgery

Dzień dobry! Kolejny przepis na blogu a właściwie to tym razem dwa przepisy. Burgery w zdrowszym wydaniu i w dwóch wersjach jeden tradycyjny z mięsem wołowym a drugi wegetariański lub nawet wegański!

Zacznę może od tego bez mięsa, przyznam, że ja mięsko lubię ale jeśli można obniżyć kalorykę a smak jest po prostu obłędny, dlaczego nie? Cały burger ma ok 300 kcal więc bardzo mało w porównaniu do tradycyjnego.

Przepis na 6szt:

  • 70g ugotowanej kaszy quinoa
  • puszka fasoli czarnej (może być też czerwona)
  • łyżka puree pomidorowego
  • łyżeczka papryki wędzonej
  • łyżeczka sproszkowanego czosnku
  • łyżka mielonego siemienia
  • pół łyżeczki soli i pieprzu
  • łyżeczka przyprawy grill pikantny

Wszystkie składniki wymieszać, uformować burgery i piec w 180 stopniach min 30 min.

Bułkę do burgera zgrillować, podawać z pomidorem, czerwoną cebulą, rukolą, avocado, ewentualnie ketchupem. Ja użyłam tego z mniejszą zawartością kcal.

Drugi burger tradycyjny z mięsa wołowego.

Przepis:

  • 200g mięsa mielonego
  • łyżeczka musztardy francuskiej

Mięso dokładnie łączymy z musztardą, formujemy burgery i oprószamy je z obu stron solą czosnkową z chili, następnie grillujemy z obu stron bez dodatkowego tłuszczu.

W międzyczasie grillujemy bułkę,smarujemy ją rozdrobnionym avocado, podajemy z pomidorem, ogórkiem kiszonym, czerwoną cebulą, rukolą i ketchupem.

A którego burgera Ty byś wybrał?

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy | Otagowano , , , , , , , , | 4 komentarze

Guillaume Musso, ostatnio przeczytane

Cześć Kochani, mam dla Was dzisiaj wpis- recenzje książek, które ostatnio przeczytałam. Wszystkie trzy są jednego autora. Guillaume Musso ostatnimi czasy, dzięki poleceniu kilku moich obserwatorek z Instagrama zawładnął moją biblioteczką. Tajemnica i zaskakujące zakończenie to zdecydowanie wspólna cecha tych książek. Jak zaczniesz, ciężko przerwać.

Zacznę od Apartamentu w Paryżu. Historia dwójki bohaterów, byłej policjantki i dramatopisarza, którzy przez przypadek wynajęli ten sam apartament. Mieszkanie przed śmiercią należało do wybitnego malarza Seana Lorenza. Cała twórczość i życie artysty owiane tajemnicą pochłonęło lokatorów na tyle głęboko, że podjęli śledztwo, dotyczące intrygujących historii, które wkrótce mieli odktyć. Po więcej odsyłam Was do lektury. Zapewniam, że do ostatnich stron pozostałam z pytaniami w głowie. A odpowiedzi na nie były totalnym zaskoczeniem.

Kolejna pozycja Dziewczyna z Brooklynu, thriller połączony z romansem. Bardzo lekko się ją czyta. Główny bohater Raphael miał wkrótce pobrać się z Anną. Do tej pory wszystko układało się idealnie, typowa sielanka. Bohater kierując się wątpliwościami wymusił na Annie wyjawienie sekretu z przeszłości. Anna tuż po tym znika i całkowicie urywa się z nią kontakt. Raphael próbując ją odnaleźć wraz z swoim przyjacielem, emerytowanym policjantem, dowiaduje się coraz bardziej przerażających faktów o swojej narzeczonej. Kim na prawdę jest Anna? Tego dowiecie się czytając książkę.

Ostatnio przeczytana a dokładniej skończyłam ją dwa dni temu, Uratuj mnie. Tą książkę określiłabym jako romans z wątkiem sensacyjnym oraz nutką fantastyki. Juliette i Sam ludzie z dwóch innych światów z bagażem wspomnień zakochują się w sobie bez pamięci. po krótkim czasie spędzonym niemal bez przerwy razem bohaterka musi wracać do Francji. Samolot startuje i dochodzi do katastrofy.. Czy miłość okaże się silniejsza od śmierci? Nie chcę Wam więcej zdradzać dlatego pozostawiam Was z krótkim opisem.

Na koniec mam do Was prośbę szukam innych książek wartych przeczytania moglibyście mi coś polecić? Dodam jeszcze że teraz jestem w trakcie czytania Za zamkniętymi drzwiami B. A. Paris a w kolejce czekają jeszcze inne pozycje Guillaume Musso: Jutro, Central Park, Telefon do Anioła, Ponieważ Cię Kocham i Ta chwila.

Zaszufladkowano do kategorii Recenzje | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Emigrantka w Liverpool cz4

Poszukiwania pracy w Liverpool, chyba każdy zaczyna od rejestracji w agencjach, ja już byłam zarejestrowana w dwóch ale stwierdziłam, że im więcej tym większa szansa na szybką pracę. Wypełniając formularze godziłam się na każdy rodzaj pracy, nocki, dniówki, weekendy, praca na kilka dni. Pierwszą pracę skończyłam w środę a telefon żeby pójść do kolejnej był już w piątek (w sezonie letnim nie czeka się długo). Tak trafiłam do firmy four wall creative, zajmującej się pamiątkami dla kibiców Liverpoolu i innych drużyn oraz przyborami szkolnymi i kartkami urodzinowymi. Firma była w Bromborough, znowu przeprawa w dotarciu na miejsce ok godzina i 20 minut w autobusach ale było warto! Praca z samymi anglikami, bardzo przyjaznymi. To dzięki nim zaczęłam próbować sił z angielskim. Po pierwsze nie miałam wyjścia a po drugie cały czas ze mną rozmawiali, więc mimowolnie uczyłam się. Tam praca była dłużej ok dwóch miesięcy, po tym czasie jednak od nowa czekanie na kolejną ofertę.

Przez pierwszy rok pobytu w Liverpool przeszłam tych prac więcej, niż niektórzy przez całe swoje życie. Po kilka słów opisze te, które pamiętam. Marantos, jedyna praca, w której robiłam przy gastronomi tzn na zmywaku hehe, super atmosfera jak na kuchni, jednak miałam za mało godzin. Denholm, praca przy pakowaniu poduszek na Bootle, tam cały czas się coś robiło, czas szybko mijał ale nie było szans na kontrakt- czyli stałą umowę. Prinovis, drukarnia, praca polegała na dokładaniu gazetek na linie, 12h tylko przy dokładaniu. Alfred price, pakowanie owoców, zmiany po 12h nocki.. z managerem, który nauczył się po polsku słowa ‚szybko’ i powtarza to za Twoimi plecami, tam wytrzymałam 4 dni a raczej noce i nie potrafię zrozumieć jak ludzie w tym zimnie i w atmosferze potrafią pracować 10 lat i więcej(nie wolno było tam rozmawiać). A przy okazji tej pracy kojarzycie małe opakowania owoców tak zwane przekąski na raz, nie polecam! Alied bakery, piekarnia, macie linie z pankejkami, zbieracie je na małe tacki a dalej maszyna robi swoje, praca nie najgorsza ale na telefon 7-19, godzina 7.05 dzwoni do Was agencja i pyta jak najszybciej możecie być w firmie, więc na podjęcie decyzji macie jakieś 15 sekund. Dhl, kolejny moim zdaniem obóz pracy, przynajmniej w momencie gdy ja tam byłam, tam można zostać na dłużej pakując słodycze lub kosmetyki. Nie jest ciężko też się dostać, potrzebują ‚siły roboczej’ tylko od nas zależy czy chcemy być tak traktowani.. Killer ink, pakowanie tuszów do tatuaży. Firma, której nazwy nie pamiętam robiła kamizelki ratunkowe do samolotów i łodzi. A teraz śmietanka jeśli chodzi o pracę za granicę, trzeba naprawdę dobrze trafić, żeby było inaczej niż u mnie. Hotele byłam w dwóch Posh Pads i Staybridge Suits, pracuje tam najwięcej Polek i przykre jest to, że tyle w nas zawiści i braku emaptii, za granicą nie jesteśmy zgrani jak inne narody a bardziej podkładamy sobie nogi, niż wspieramy. Dlatego pracy w hotelu nie polecam nie ze względu na ciężką pracę tylko atmosferę.

Po roku zaczęło się coraz bardziej układać znalazłam się w firmie, w której pakowaliśmy leki, testy itd. Chester Medical Solutions w Bromborough, całkiem fajne miejsce, które nawet mile wspominam, niestety transport, który został bardzo utrudniony przez zamknięcie tunelu, pomógł mi podjąć decyzję o rezygnacji i znalezieniu pracy po swojej części rzeki. Znalazłam, bardzo szybko w Johnson control, potem zmienili nazwę na Adient. Po serii testów zostałam kontrolerem jakości. Teraz najlepsze kontrolowałam jakość siedzeń do Jaguara i Land Rovera. Praca w systemie 3 zmianowym, bardzo lekka. Właściwie jedno z najlepszych miejsc w których byłam, był tylko jeden haczyk bez szans na kontrakt. Czyli w każdej chwili gdyby pracy było mnie mogli Cię wysłać do domu. Dlatego pracując w międzyczasie szukałam czegoś innego.

W Sierpniu 2018 roku dostałam pracę w Nerudi, pakowanie i kontrola jakości e-papierosów. I to właśnie tu, teraz walczę o kontrakt, najpierw z osób pracujących, które wysłali CV wybrano część osób do drugiego etapu, testów psychometrycznych. Testy były 3 matematyczny, logistyczny i czytanie ze zrozumieniem. Czas na odpowiedzi był bardzo krótki na 36 pytań matematycznych 10 min. Tym większe utrudnienie, że jednak wszystko było w języku angielskim, czyli nie w moim (95% osób pisało w swoim języku). Wyniki miały być listownie, w końcu przyszedł list i zostałam zaproszona na oficjalną rozmowę (wraz z 14 innymi osobami). Byłam pierwsza, jak okazało się dlatego, że mi testy poszły najlepiej, czego się totalnie nie spodziewałam. Na rozmowie dostaliśmy 6-7 pytań, szczerze nie pamiętam czego dokładnie dotyczyły na pewno co mogłabym wnieść do zespołu oprócz standardowych regułek wspomniałam o naszym języku, skoro mają klientów na całym świecie to może akurat też będą z Polski! Większość pytań dotyczyła standardów i sposobu w jaki powinno się pracować oraz historii zatrudnienia (tak tak mojej bogatej historii). W tej chwili mają dwa tygodnie na odpowiedź i bardzo chciałabym, żeby się udało ale zobaczymy!

Macie jakieś wspomnienia dotyczące byłych prac? lub jakieś anegdotki, dajcie znać! 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , , , , | 2 komentarze

Emigrantka w Liverpool cz3

Agencja zadzwoniła do mnie z ofertą pracy już po kilku dniach, firma kosmetyczna zatrudni do pakowania perfum, pomadek, cieni itd. Bez większego namysłu przyjęłam ofertę. Praca zaczynała się nazajutrz. Wystąpił mały problem z dojazdem, do tej pory korzystałam tylko z autobusu do centrum i to nie było zbyt łatwe dla mnie, nie do końca pamiętałam gdzie wysiąść. Praca była na Knowsly, żeby tam dojechać potrzebowałam dwóch autobusów.. czyli przesiadka. ( Dodam, że wtedy mój telefon nie posiadał nawigacji ani internetu) Rozpisałam drogę na kartce i stwierdziłam, że jakoś dojadę. Potrzebowałam jeszcze butów ochronnych (sejfciaków) i kamizelki odblaskowej. Kupiłam najtańsze buty dunlop.. aj ta firma, chyba każdy na początku ma te buty, są bardzo ciężkie i nie wygodne. Trepy z blachą tak bym je opisała. Kolejnego dnia z sporym zapasem czasu wyruszyłam. Pierwsza przesiadka poszła gładko, w drugim autobusie kalecząc na około pokazałam adres i spytałam czy ktoś mi może powiedzieć, gdzie mam wysiąść i okazało się, że mój autobus ma inną trasę i będzie kolejna przesiadka. Na szczęście jeden człowiek miał podobny plan przesiadki więc poszłam za nim. Pierwszy dzień pracy i mój zapas czasu nagle stopniał, godzina 7 zbliżała się nieuchronnie a ja z planowanego przystanku miałam jeszcze spory spacer do nowej pracy (Pod firmą autobus nie zatrzymywał się). Już widziałam mój przystanek, nacisnęłam przycisk ale kierowca nie zatrzymał się tylko z uśmiechem powiedział, że zatrzyma się pod moją pracą, nie musiał a jednak! Weszłam do firmy dokładnie za 2 siódma.

Praca okazała się być lekka, ludzie w porządku, jedynie całe 8 godzin na nogach troszeczkę przeszkadzało, ale pomyślałam, że to kwestia przyzwyczajenia. Oczywiście miałam jeszcze problemy z porozumiewaniem się zwłaszcza, że akcent w Liverpool nie jest najłatwiejszy. Z każdą godziną było łatwiej i oczywiście poznałam trasę do domu! I tu kolejna moja przygoda, byłam już w połowie drogi, po przesiadce i akurat jechał mój autobus, nie wiadomo dlaczego nie zatrzymał się, chociaż przecież to był jego przystanek, tak samo kolejny. Nie wiedziałam co robić i jak wrócić do domu, przez chwilę pomyślałam, że może czekam w złym miejscu..Przyszli inni ludzie więc postanowiłam poczekać jeszcze z nimi i w momencie gdy autobus podjeżdżał, zaczęli machać.. ( przystanki na żądanie) Oczywiście geniusz ze mnie, czekałam licząc aż się zatrzymają sami..!

Pracowałam tam tydzień czasu i pewnego dnia po pracy dostałam sms od agencji, że bardzo dziękują mi za pracę ale skończyli zamówienie i na chwilę obecną nie potrzebują aż tylu pracowników. Załamałam się, nowy kraj bez pracy, naprawdę się starałam a straciłam tą pracę (Przemek jeszcze wtedy też nie miał swojej). No właśnie wtedy nie wiedziałam, że praca agencyjna tak właśnie wygląda, czasem pracujesz tylko dwa dni a czasem kilka miesięcy w jednym miejscu i nie zależnie od tego jak pracujesz, możesz w każdej chwili dostać wiadomość, że Ci już dziękują. Zaczęłam poszukiwania kolejnej pracy, w końcu przyjechaliśmy tu z myślą o szybkich zarobkach.. cdn

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Biszkopt liczi banan

Dzisiaj przychodzę do Was z przepisem na biszkopt w egzotycznym wydaniu. Ciasto to robiłam w małej formie, tortownica 12 cm tak na jeden raz, ale gdy podwoicie składniki forma może być również większa. Całe ciasto ma ok 400 kcal.

Składniki na ciasto:

  • 2 jajka,
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • łyżka erytrytolu lub inne dowolne słodzidło,
  • 2 łyżki mąki pszennej, można zastąpić kukurydzianą, ryżową lub orkiszową

Białka ubijamy na sztywno, następnie dodajemy słodzidło, żółtka, a na końcu przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Przelewamy ciasto do natłuszczonej formy i pieczemy ok 25 min do zarumienienia. Studzimy i przekrajamy na dwa płaty.

Składniki na krem:

  • 1/2 banana
  • 150 g twarogu sernikowego,
  • 3-4 łyżki erytrytolu

Składniki na krem blendujemy razem.

Dodatkowo osobno blendujemy 3-4 obrane liczi, nimi nasączamy biszkopt i dopiero wtedy przekładamy płaty ciasta 3/4 kremu do środka i 1/4 na wierzch. Można ozdobić tartą czekoladą gorzką. Smacznego!

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy | Otagowano , , , , , , , | 2 komentarze

Emigrantka w Liverpool cz2

No i mamy część drugą.. Po samym przyjeździe pojechaliśmy na mieszkanie i do naszego pokoju, który z pokojem miał wspólnego tyle co cztery ściany. Malutki z starym materacem ( nawet koc nie pomógł, plecy odczuły każdą sprężynę..) i w „szafie’ huczący piec. Przyjechaliśmy do znajomego z myślą ( a raczej z potwierdzeniem), że od razu zaczniemy pracę, niestety wyszło inaczej. Po pierwsze Ubezpieczenie czyli insurance number, którego nie mieliśmy a na wizytę czeka się ok 2 tygodni, po drugie praca, która jednak załatwiona nie była.. Brak internetu, żeby cokolwiek załatwić i informacja, że jak najszybciej musimy znaleźć sobie nowy pokój. Ale czy żałuje, nie początek był bardzo trudny ale jak to się mówi, nic nie dzieje się bez przyczyny.

Liverpool z lotu ptaka

Ash Grove nazwa ulicy, na której znaleźliśmy pokój w domu, który był wynajmowany przez Polaków dla Polaków. ( Nie polecam wynajmować w ten sposób pokoju ale o historiach stamtąd będzie troszkę później). W tym pokoju mieliśmy już nie tylko materac ale także sofkę i obiecaną przez landlorda- właściciela szafkę.. no cóż była tylko obiecana ( Cena wtedy 60 funtów/miesiąc). Przez ten dom w ciągu kilku naszych miesięcy w nim, przewaliło się tyle nowych współlokatorów, że nie do końca wszystkich pamiętam. Ale są też tacy, którzy o sobie zapomnieć nie dali. Na początku miłe wspomnienia, D. (nie będę podawać imion) fajny człowiek, który w razie potrzeby zawsze pomógł i chyba dzięki niemu wypiłam swój pierwszy, nie do końca super jakości cydr. Ale jaki ekonomiczny, butelka 3-litrowa kosztowała chyba 5f, o ile dobrze pamiętam. Byli też kierowcy tirów.. no ich było kilku ale jeden został najbardziej w pamięci. Człowiek bez szczęścia a raczej szczęście miał do stłuczek, lubił biegać, kiedyś nawet biegaliśmy w sefton parku, który pokazywałam wam na instagramie, razem zawsze raźniej. To teraz ta gorsza część, parka melanż, współmieszkanie z nimi pracując i mając na rano, nie wchodziło w rachubę. Kolejna para marudy, to od takich ludzi uciekajcie, nawet piękny dzień po rozmowie z nimi stawał się mniej atrakcyjny do tego ich rzeczy i bałagan był wszędzie i przeszkadzał nawet chłopakom, którzy zazwyczaj do tego wagi nie przykładali. Na koniec perełki para 55 latków, lubili dziabnąć.. w sumie to nie lubili, nie dziabnąć. Wieczne awantury i wyzywanie od najgorszych (między sobą) i piosenka przez twe oczy zielone o godzinie 3 w nocy w tygodniu, tak tego nie zapomnę. Niestety nie zapomnę również momentu kiedy upiekłam ciasto, zostawiłam je do wystudzenia a rano zeszłam i garścią od środka było przez nią jedzone. Albo momentu gdy zeszła kompletnie bez bielizny i spodni dla jasności, gdy siedzieliśmy z chłopakami na dole, nie da się tego odwidzieć, ubolewam! To tylko część tego typu historii ale może będę to stopniować.

Pierwszy pokój
Widok z okna

Moje początki szukania pracy, wydrukowałam sobie w języku angielskim cv zaczęłam roznosić ja po różnych lokalach gastronomicznych. Bez skutku, chociaż doświadczenie miałam. Niestety nikt mi nie powiedział, że format cv tutaj się różni od tego w Polsce. Przede wszystkim to co ja bardzo cenie zdjęcia się nie dodaje, wybierają ludzi po ich osiągnięciach, doświadczeniu a nie dyskryminują ze względu na wygląd. ( nie uważam, ze każdy u nas dyskryminuje ale pracując jako kelnerka widziałam jak mój manager wyrzuca cv mówiąc przy tym ‚ta za brzydka’). Zaczęłam rejestrować się w agencjach pracy i uważam, że na początek to najlepsze rozwiązanie. Jedną z pierwszych była agencja Gap. Wchodząc tam dostajesz mnóstwo formularzy i papierów do wypełnienia. Wpisujesz wszystkie swoje dane, dni w które jesteś dyspozycyjna, doświadczenie, wykształcenie i wiele innych. Wszystko oczywiście w języku angielskim, więc lepiej wcześniej się przygotować. Za ladą pracuje też Polak, ale nie ma co się łudzić, nawet mówiąc do niego po polsku z grymasem na twarzy odpowie, że mu nie płacą za pomoc po polsku. Z drugiej strony natomiast wyszedł Anglik, którego jak to się później okazało, dziewczyna jest Polką i on już problemów w mówieniu, po Polsku nie miał karma wraca. zadzwonili do mnie z ofertą pracy już po kilku dniach..

Dalsza część w kolejnym wpisie. Dajcie znać w komentarzach co myślicie, a może Wy macie jakieś doświadczenia?

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , , , , | 8 komentarzy

Emigrantka w Liverpool cz1

Hej w dzisiejszym wpisie chciałabym żebyście troszeczkę bardziej mnie poznali. Opowiem Wam mój początek życia jako emigrantka, co sprawiło, że tu przyleciałam i jak wyglądały moje pierwsze dni, tygodnie tu w Liverpool/ Liverpool-u ( do teraz nie mam pojęcia jak to się pisze).

Liverpool Albert dock

Początek roku 2015 to wtedy zdecydowaliśmy się na wyjazd za granicę. Mieszkaliśmy w tym czasie w Rzeszowie, wynajmowaliśmy pokój. Nie mieliśmy swojego mieszkania ani perspektyw, że w nie długim czasie je zdobędziemy. Strona materialna, tak to ona spowodowała, że intensywnie myśleliśmy o pracy za granicą.

Decyzja podjęta, lecimy do Anglii ! Zaczęliśmy szukać biletów na nasz pierwszy lot, padło na początek lipca a dokładnie 7.07. Z zabukowaniem zwlekałam do powrotu Przemka z pracy, czyli jakieś kilka godzin i w tym czasie bilety już zdążyły podrożeć o 50 zł. Wybraliśmy najtańszą z możliwych opcji Rynair, bilety kosztowały 300zł a lot miał się odbyć z Krakowa bezpośrednio do Liverpool. ( Teraz moja mała rada czasem korzystajcie z okazji i bukujcie bez zastanowienia).

Do wylotu zostało nam około dwóch miesięcy, powoli pozbywaliśmy się rzeczy, które już się nie przydadzą, były różne wyprzedaże. Większość jednak zwieźliśmy do Ustrzyk ( na szczęście mieliśmy gdzie je przechować). Zaczęłam też bardziej patrzeć co powinnam za sobą zabrać i jak to zrobić. Przeszukałam wiele blogów szukając dobrych rad. Kolejna sprawa język angielski.. tak w szkole się go uczyłam a raczej w szkole po prostu taki przedmiot był. Dla wszystkich, którzy chcą tu wyjechać słówka to jest to czego powinniście się uczyć, na pewno bardzo wam pomogą ale nie zraźcie się też inną wymową po przyjeździe ( po pewnym czasie przywykniecie). Najważniejsza i jednocześnie najcięższa rzecz jaką mogę wam poradzić nie bójcie się mówić! Chociażby miało być źle po prostu próbujcie. Ja przed wyjazdem zaczęłam powtarzać sobie czasy, tego nie róbcie, nie ma to najmniejszego sensu. Dobra ale nie miałam pisać o tym.. Teraz bagaż, wyjeżdżając na dłużej nie było szans zmieścić się w podstawowy. Jednak zamiast wykupywać dodatkowego postanowiliśmy wysłać już na miejsce paczkę (do 31.5 kg cena ok 100 zł) Paczkę kurier zabiera z pod naszych drzwi i pod drzwi w Anglii zawozi, jest to duży plus nie trzeba targać jej ze sobą. Sporo moich znajomych było już w Anglii lub nadal jest, przeglądając w czerwcu ich zdjęcia, patrzyłam jak są ubrani. Stroje kąpielowe, krótkie spodenki i koszulki, czyli jak u nas. Wylatując z Krakowa temperatura wskazywała ok 30 stopni, Ubrana byłam w krótkie spodenki, cienką koszulkę ale miałam też ze sobą kurtkę, skórę. Przemek ubrany był podobnie, również na letnio. Wyobraźcie sobie nasze miny w momencie gdy wylądowaliśmy w Anglii.. Nasz ubiór nijak nie pasował do Liverpoolskiego lata, padało i wiało okrutnie. Typowi Janusze.. Za każdym razem gdy to wspominam prawie płaczę ze śmiechu, chociaż wtedy tak wesoło nie było. Dodam jeszcze,że w bagażu podręcznym też dużo cieplejszych ubrań nie było, bo wszystko wysłaliśmy w paczce, która jeszcze nie doszła. Rzeczy, które ze sobą warto zabrać to antybiotyki tutaj o nie bardzo ciężko a czasem bez nich trudno się wykurować, tym bardziej na początku po zmianie klimatu. Jeśli używacie antyperspirantu w sztyfcie, też polecam go wziąć, możliwe, że go tu znajdziecie ale wybór jest niewielki. Większość produktów można kupić na miejscu, zwłaszcza gdy w pobliżu są polskie sklepy. Przed wyjazdem wyrobiliśmy też niebieską kartę, jest to ubezpieczenie. Nie jest niezbędna ale możecie ją wyrobić bezpłatnie przez internet.

Pierwszy lot. Czy się bałam? Jasne, że tak prawdopodobnie jak większość osób, które leci pierwszy raz. Bałam się nie tylko samego lotu ale odprawy.. po prostu nie wiedziałam jak to wygląda. Na lotniskach wszystko było opisane na tyle jasno, że procedur nie było sensu się bać a sam lot robi wrażenie ale to dla mnie bardziej podekscytowanie niż strach. Byłam wpatrzona w widoki a później w chmury za oknem, dla mnie to było cudowne przeżycie. Jednak pierwszy lot bez żucia gumy lub częstego połykania śliny, przepijania u mnie skończył się zatkanymi uszami (odetkały się dopiero kolejnego dnia). Po kilku razach przywykłam jak do jazdy autobusem, tyle że z dłuższymi kolejkami i piękniejszymi widokami.

Zostawiam was ze wstępem, czyli samym początkiem a reszta relacji czyli pierwsze zakwaterowanie, zakupy i praca w kolejnych częściach, już nie długo. Dajcie znać co myślicie w komentarzu i jeśli lecieliście samolotem, jakie były wasze wrażenia?

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , , , , | 4 komentarze