Emigrantka w Liverpool cz4

Poszukiwania pracy w Liverpool, chyba każdy zaczyna od rejestracji w agencjach, ja już byłam zarejestrowana w dwóch ale stwierdziłam, że im więcej tym większa szansa na szybką pracę. Wypełniając formularze godziłam się na każdy rodzaj pracy, nocki, dniówki, weekendy, praca na kilka dni. Pierwszą pracę skończyłam w środę a telefon żeby pójść do kolejnej był już w piątek (w sezonie letnim nie czeka się długo). Tak trafiłam do firmy four wall creative, zajmującej się pamiątkami dla kibiców Liverpoolu i innych drużyn oraz przyborami szkolnymi i kartkami urodzinowymi. Firma była w Bromborough, znowu przeprawa w dotarciu na miejsce ok godzina i 20 minut w autobusach ale było warto! Praca z samymi anglikami, bardzo przyjaznymi. To dzięki nim zaczęłam próbować sił z angielskim. Po pierwsze nie miałam wyjścia a po drugie cały czas ze mną rozmawiali, więc mimowolnie uczyłam się. Tam praca była dłużej ok dwóch miesięcy, po tym czasie jednak od nowa czekanie na kolejną ofertę.

Przez pierwszy rok pobytu w Liverpool przeszłam tych prac więcej, niż niektórzy przez całe swoje życie. Po kilka słów opisze te, które pamiętam. Marantos, jedyna praca, w której robiłam przy gastronomi tzn na zmywaku hehe, super atmosfera jak na kuchni, jednak miałam za mało godzin. Denholm, praca przy pakowaniu poduszek na Bootle, tam cały czas się coś robiło, czas szybko mijał ale nie było szans na kontrakt- czyli stałą umowę. Prinovis, drukarnia, praca polegała na dokładaniu gazetek na linie, 12h tylko przy dokładaniu. Alfred price, pakowanie owoców, zmiany po 12h nocki.. z managerem, który nauczył się po polsku słowa ‚szybko’ i powtarza to za Twoimi plecami, tam wytrzymałam 4 dni a raczej noce i nie potrafię zrozumieć jak ludzie w tym zimnie i w atmosferze potrafią pracować 10 lat i więcej(nie wolno było tam rozmawiać). A przy okazji tej pracy kojarzycie małe opakowania owoców tak zwane przekąski na raz, nie polecam! Alied bakery, piekarnia, macie linie z pankejkami, zbieracie je na małe tacki a dalej maszyna robi swoje, praca nie najgorsza ale na telefon 7-19, godzina 7.05 dzwoni do Was agencja i pyta jak najszybciej możecie być w firmie, więc na podjęcie decyzji macie jakieś 15 sekund. Dhl, kolejny moim zdaniem obóz pracy, przynajmniej w momencie gdy ja tam byłam, tam można zostać na dłużej pakując słodycze lub kosmetyki. Nie jest ciężko też się dostać, potrzebują ‚siły roboczej’ tylko od nas zależy czy chcemy być tak traktowani.. Killer ink, pakowanie tuszów do tatuaży. Firma, której nazwy nie pamiętam robiła kamizelki ratunkowe do samolotów i łodzi. A teraz śmietanka jeśli chodzi o pracę za granicę, trzeba naprawdę dobrze trafić, żeby było inaczej niż u mnie. Hotele byłam w dwóch Posh Pads i Staybridge Suits, pracuje tam najwięcej Polek i przykre jest to, że tyle w nas zawiści i braku emaptii, za granicą nie jesteśmy zgrani jak inne narody a bardziej podkładamy sobie nogi, niż wspieramy. Dlatego pracy w hotelu nie polecam nie ze względu na ciężką pracę tylko atmosferę.

Po roku zaczęło się coraz bardziej układać znalazłam się w firmie, w której pakowaliśmy leki, testy itd. Chester Medical Solutions w Bromborough, całkiem fajne miejsce, które nawet mile wspominam, niestety transport, który został bardzo utrudniony przez zamknięcie tunelu, pomógł mi podjąć decyzję o rezygnacji i znalezieniu pracy po swojej części rzeki. Znalazłam, bardzo szybko w Johnson control, potem zmienili nazwę na Adient. Po serii testów zostałam kontrolerem jakości. Teraz najlepsze kontrolowałam jakość siedzeń do Jaguara i Land Rovera. Praca w systemie 3 zmianowym, bardzo lekka. Właściwie jedno z najlepszych miejsc w których byłam, był tylko jeden haczyk bez szans na kontrakt. Czyli w każdej chwili gdyby pracy było mnie mogli Cię wysłać do domu. Dlatego pracując w międzyczasie szukałam czegoś innego.

W Sierpniu 2018 roku dostałam pracę w Nerudi, pakowanie i kontrola jakości e-papierosów. I to właśnie tu, teraz walczę o kontrakt, najpierw z osób pracujących, które wysłali CV wybrano część osób do drugiego etapu, testów psychometrycznych. Testy były 3 matematyczny, logistyczny i czytanie ze zrozumieniem. Czas na odpowiedzi był bardzo krótki na 36 pytań matematycznych 10 min. Tym większe utrudnienie, że jednak wszystko było w języku angielskim, czyli nie w moim (95% osób pisało w swoim języku). Wyniki miały być listownie, w końcu przyszedł list i zostałam zaproszona na oficjalną rozmowę (wraz z 14 innymi osobami). Byłam pierwsza, jak okazało się dlatego, że mi testy poszły najlepiej, czego się totalnie nie spodziewałam. Na rozmowie dostaliśmy 6-7 pytań, szczerze nie pamiętam czego dokładnie dotyczyły na pewno co mogłabym wnieść do zespołu oprócz standardowych regułek wspomniałam o naszym języku, skoro mają klientów na całym świecie to może akurat też będą z Polski! Większość pytań dotyczyła standardów i sposobu w jaki powinno się pracować oraz historii zatrudnienia (tak tak mojej bogatej historii). W tej chwili mają dwa tygodnie na odpowiedź i bardzo chciałabym, żeby się udało ale zobaczymy!

Macie jakieś wspomnienia dotyczące byłych prac? lub jakieś anegdotki, dajcie znać! 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia emigrantki i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Emigrantka w Liverpool cz4

  1. Karolina pisze:

    Pozdrawiam też pracowałam w Posh Pads

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.