Emigrantka w Liverpool cz3

Agencja zadzwoniła do mnie z ofertą pracy już po kilku dniach, firma kosmetyczna zatrudni do pakowania perfum, pomadek, cieni itd. Bez większego namysłu przyjęłam ofertę. Praca zaczynała się nazajutrz. Wystąpił mały problem z dojazdem, do tej pory korzystałam tylko z autobusu do centrum i to nie było zbyt łatwe dla mnie, nie do końca pamiętałam gdzie wysiąść. Praca była na Knowsly, żeby tam dojechać potrzebowałam dwóch autobusów.. czyli przesiadka. ( Dodam, że wtedy mój telefon nie posiadał nawigacji ani internetu) Rozpisałam drogę na kartce i stwierdziłam, że jakoś dojadę. Potrzebowałam jeszcze butów ochronnych (sejfciaków) i kamizelki odblaskowej. Kupiłam najtańsze buty dunlop.. aj ta firma, chyba każdy na początku ma te buty, są bardzo ciężkie i nie wygodne. Trepy z blachą tak bym je opisała. Kolejnego dnia z sporym zapasem czasu wyruszyłam. Pierwsza przesiadka poszła gładko, w drugim autobusie kalecząc na około pokazałam adres i spytałam czy ktoś mi może powiedzieć, gdzie mam wysiąść i okazało się, że mój autobus ma inną trasę i będzie kolejna przesiadka. Na szczęście jeden człowiek miał podobny plan przesiadki więc poszłam za nim. Pierwszy dzień pracy i mój zapas czasu nagle stopniał, godzina 7 zbliżała się nieuchronnie a ja z planowanego przystanku miałam jeszcze spory spacer do nowej pracy (Pod firmą autobus nie zatrzymywał się). Już widziałam mój przystanek, nacisnęłam przycisk ale kierowca nie zatrzymał się tylko z uśmiechem powiedział, że zatrzyma się pod moją pracą, nie musiał a jednak! Weszłam do firmy dokładnie za 2 siódma.

Praca okazała się być lekka, ludzie w porządku, jedynie całe 8 godzin na nogach troszeczkę przeszkadzało, ale pomyślałam, że to kwestia przyzwyczajenia. Oczywiście miałam jeszcze problemy z porozumiewaniem się zwłaszcza, że akcent w Liverpool nie jest najłatwiejszy. Z każdą godziną było łatwiej i oczywiście poznałam trasę do domu! I tu kolejna moja przygoda, byłam już w połowie drogi, po przesiadce i akurat jechał mój autobus, nie wiadomo dlaczego nie zatrzymał się, chociaż przecież to był jego przystanek, tak samo kolejny. Nie wiedziałam co robić i jak wrócić do domu, przez chwilę pomyślałam, że może czekam w złym miejscu..Przyszli inni ludzie więc postanowiłam poczekać jeszcze z nimi i w momencie gdy autobus podjeżdżał, zaczęli machać.. ( przystanki na żądanie) Oczywiście geniusz ze mnie, czekałam licząc aż się zatrzymają sami..!

Pracowałam tam tydzień czasu i pewnego dnia po pracy dostałam sms od agencji, że bardzo dziękują mi za pracę ale skończyli zamówienie i na chwilę obecną nie potrzebują aż tylu pracowników. Załamałam się, nowy kraj bez pracy, naprawdę się starałam a straciłam tą pracę (Przemek jeszcze wtedy też nie miał swojej). No właśnie wtedy nie wiedziałam, że praca agencyjna tak właśnie wygląda, czasem pracujesz tylko dwa dni a czasem kilka miesięcy w jednym miejscu i nie zależnie od tego jak pracujesz, możesz w każdej chwili dostać wiadomość, że Ci już dziękują. Zaczęłam poszukiwania kolejnej pracy, w końcu przyjechaliśmy tu z myślą o szybkich zarobkach.. cdn

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia emigrantki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.