Emigrantka w Liverpool cz2

No i mamy część drugą.. Po samym przyjeździe pojechaliśmy na mieszkanie i do naszego pokoju, który z pokojem miał wspólnego tyle co cztery ściany. Malutki z starym materacem ( nawet koc nie pomógł, plecy odczuły każdą sprężynę..) i w „szafie’ huczący piec. Przyjechaliśmy do znajomego z myślą ( a raczej z potwierdzeniem), że od razu zaczniemy pracę, niestety wyszło inaczej. Po pierwsze Ubezpieczenie czyli insurance number, którego nie mieliśmy a na wizytę czeka się ok 2 tygodni, po drugie praca, która jednak załatwiona nie była.. Brak internetu, żeby cokolwiek załatwić i informacja, że jak najszybciej musimy znaleźć sobie nowy pokój. Ale czy żałuje, nie początek był bardzo trudny ale jak to się mówi, nic nie dzieje się bez przyczyny.

Liverpool z lotu ptaka

Ash Grove nazwa ulicy, na której znaleźliśmy pokój w domu, który był wynajmowany przez Polaków dla Polaków. ( Nie polecam wynajmować w ten sposób pokoju ale o historiach stamtąd będzie troszkę później). W tym pokoju mieliśmy już nie tylko materac ale także sofkę i obiecaną przez landlorda- właściciela szafkę.. no cóż była tylko obiecana ( Cena wtedy 60 funtów/miesiąc). Przez ten dom w ciągu kilku naszych miesięcy w nim, przewaliło się tyle nowych współlokatorów, że nie do końca wszystkich pamiętam. Ale są też tacy, którzy o sobie zapomnieć nie dali. Na początku miłe wspomnienia, D. (nie będę podawać imion) fajny człowiek, który w razie potrzeby zawsze pomógł i chyba dzięki niemu wypiłam swój pierwszy, nie do końca super jakości cydr. Ale jaki ekonomiczny, butelka 3-litrowa kosztowała chyba 5f, o ile dobrze pamiętam. Byli też kierowcy tirów.. no ich było kilku ale jeden został najbardziej w pamięci. Człowiek bez szczęścia a raczej szczęście miał do stłuczek, lubił biegać, kiedyś nawet biegaliśmy w sefton parku, który pokazywałam wam na instagramie, razem zawsze raźniej. To teraz ta gorsza część, parka melanż, współmieszkanie z nimi pracując i mając na rano, nie wchodziło w rachubę. Kolejna para marudy, to od takich ludzi uciekajcie, nawet piękny dzień po rozmowie z nimi stawał się mniej atrakcyjny do tego ich rzeczy i bałagan był wszędzie i przeszkadzał nawet chłopakom, którzy zazwyczaj do tego wagi nie przykładali. Na koniec perełki para 55 latków, lubili dziabnąć.. w sumie to nie lubili, nie dziabnąć. Wieczne awantury i wyzywanie od najgorszych (między sobą) i piosenka przez twe oczy zielone o godzinie 3 w nocy w tygodniu, tak tego nie zapomnę. Niestety nie zapomnę również momentu kiedy upiekłam ciasto, zostawiłam je do wystudzenia a rano zeszłam i garścią od środka było przez nią jedzone. Albo momentu gdy zeszła kompletnie bez bielizny i spodni dla jasności, gdy siedzieliśmy z chłopakami na dole, nie da się tego odwidzieć, ubolewam! To tylko część tego typu historii ale może będę to stopniować.

Pierwszy pokój
Widok z okna

Moje początki szukania pracy, wydrukowałam sobie w języku angielskim cv zaczęłam roznosić ja po różnych lokalach gastronomicznych. Bez skutku, chociaż doświadczenie miałam. Niestety nikt mi nie powiedział, że format cv tutaj się różni od tego w Polsce. Przede wszystkim to co ja bardzo cenie zdjęcia się nie dodaje, wybierają ludzi po ich osiągnięciach, doświadczeniu a nie dyskryminują ze względu na wygląd. ( nie uważam, ze każdy u nas dyskryminuje ale pracując jako kelnerka widziałam jak mój manager wyrzuca cv mówiąc przy tym ‚ta za brzydka’). Zaczęłam rejestrować się w agencjach pracy i uważam, że na początek to najlepsze rozwiązanie. Jedną z pierwszych była agencja Gap. Wchodząc tam dostajesz mnóstwo formularzy i papierów do wypełnienia. Wpisujesz wszystkie swoje dane, dni w które jesteś dyspozycyjna, doświadczenie, wykształcenie i wiele innych. Wszystko oczywiście w języku angielskim, więc lepiej wcześniej się przygotować. Za ladą pracuje też Polak, ale nie ma co się łudzić, nawet mówiąc do niego po polsku z grymasem na twarzy odpowie, że mu nie płacą za pomoc po polsku. Z drugiej strony natomiast wyszedł Anglik, którego jak to się później okazało, dziewczyna jest Polką i on już problemów w mówieniu, po Polsku nie miał karma wraca. zadzwonili do mnie z ofertą pracy już po kilku dniach..

Dalsza część w kolejnym wpisie. Dajcie znać w komentarzach co myślicie, a może Wy macie jakieś doświadczenia?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia emigrantki i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na Emigrantka w Liverpool cz2

  1. Lucyna pisze:

    Bardzo trudne początki. Niestety w ogromnej większości przydarzające się Polakom a i innym emigrantów. Wytrwali jesteście, brawo

    • zdrowytalerz pisze:

      No faktycznie na początku łatwo nie było. Podobno wszystkie takie przeżycia wzmacniają,oby tak było 🙂

    • Anonim pisze:

      oni trudnych początków nie mieli…mieli łatwiej niż wielu innych naszych rodaków tu przyjeżdżających. zapytajcie Katarzyny dlaczego kasuje komentarze które pokazują jakie na prawdę były jej początki w uk. widocznie ma cos do ukrycia. ha.

      • zdrowytalerz pisze:

        Może dlatego że nie będę wchodzić w dyskusje z ludźmi którzy nie potrafią się skonfrontować? Ja mam wiadomości które potwierdzają każde moje słowo to po pierwsze a po drugie nikogo nie podałam nawet z imienia a pisząc tutaj moje dane są. A jeśli ktoś tak bardzo chce ciągnąc dalej te oszczerstwa to publicznie mogę pokazać wszystkie wiadomości sms-y i screeny rozmów i wtedy już z imieniem, nazwiskiem. Wtedy może da sobie siana z wybielaniem się za każdą cenę tak jak to wielokrotnie już było.

  2. Ivetta399 pisze:

    Czytałam i czytałam… I nasuwa mi się od razu to mądre powiedzenie: „Per aspera ad astra” – Przez ciernie do gwiazd… Nie przypuszczałam, że Wasze początki były tak trydne, czasami dziwne, a nawet chwilami nie do zniesienia… Zaimponowaliście jeszcze bardziej, bowiem pokazujesz Kasieńko, że tylko pokonując przeszkody – można jednak „sięgnąć tych gwiazd”… Twój wpis pomoże wielu ludziom…! Jestem teraz bardzo zamyślona… Dziękuję za szczery i bardzo ludzki wpis. Bez ubarwień i kolorów…❤

  3. Ivetta399 pisze:

    Czytałam i czytałam… I nasuwa mi się od razu to mądre powiedzenie: „Per aspera ad astra” – Przez ciernie do gwiazd… Nie przypuszczałam, że Wasze początki były tak trydne, czasami dziwne, a nawet chwilami nie do zniesienia… Zaimponowaliście jeszcze bardziej, bowiem pokazujesz Kasieńko, że tylko pokonując przeszkody – można jednak „sięgnąć tych gwiazd”… Twój wpis pomoże wielu ludziom…! Jestem teraz bardzo zamyślona… Dziękuję za szczery i bardzo ludzki wpis. Bez ubarwień i kolorów…❤

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.