Emigrantka w Liverpool cz1

Hej w dzisiejszym wpisie chciałabym żebyście troszeczkę bardziej mnie poznali. Opowiem Wam mój początek życia jako emigrantka, co sprawiło, że tu przyleciałam i jak wyglądały moje pierwsze dni, tygodnie tu w Liverpool/ Liverpool-u ( do teraz nie mam pojęcia jak to się pisze).

Liverpool Albert dock

Początek roku 2015 to wtedy zdecydowaliśmy się na wyjazd za granicę. Mieszkaliśmy w tym czasie w Rzeszowie, wynajmowaliśmy pokój. Nie mieliśmy swojego mieszkania ani perspektyw, że w nie długim czasie je zdobędziemy. Strona materialna, tak to ona spowodowała, że intensywnie myśleliśmy o pracy za granicą.

Decyzja podjęta, lecimy do Anglii ! Zaczęliśmy szukać biletów na nasz pierwszy lot, padło na początek lipca a dokładnie 7.07. Z zabukowaniem zwlekałam do powrotu Przemka z pracy, czyli jakieś kilka godzin i w tym czasie bilety już zdążyły podrożeć o 50 zł. Wybraliśmy najtańszą z możliwych opcji Rynair, bilety kosztowały 300zł a lot miał się odbyć z Krakowa bezpośrednio do Liverpool. ( Teraz moja mała rada czasem korzystajcie z okazji i bukujcie bez zastanowienia).

Do wylotu zostało nam około dwóch miesięcy, powoli pozbywaliśmy się rzeczy, które już się nie przydadzą, były różne wyprzedaże. Większość jednak zwieźliśmy do Ustrzyk ( na szczęście mieliśmy gdzie je przechować). Zaczęłam też bardziej patrzeć co powinnam za sobą zabrać i jak to zrobić. Przeszukałam wiele blogów szukając dobrych rad. Kolejna sprawa język angielski.. tak w szkole się go uczyłam a raczej w szkole po prostu taki przedmiot był. Dla wszystkich, którzy chcą tu wyjechać słówka to jest to czego powinniście się uczyć, na pewno bardzo wam pomogą ale nie zraźcie się też inną wymową po przyjeździe ( po pewnym czasie przywykniecie). Najważniejsza i jednocześnie najcięższa rzecz jaką mogę wam poradzić nie bójcie się mówić! Chociażby miało być źle po prostu próbujcie. Ja przed wyjazdem zaczęłam powtarzać sobie czasy, tego nie róbcie, nie ma to najmniejszego sensu. Dobra ale nie miałam pisać o tym.. Teraz bagaż, wyjeżdżając na dłużej nie było szans zmieścić się w podstawowy. Jednak zamiast wykupywać dodatkowego postanowiliśmy wysłać już na miejsce paczkę (do 31.5 kg cena ok 100 zł) Paczkę kurier zabiera z pod naszych drzwi i pod drzwi w Anglii zawozi, jest to duży plus nie trzeba targać jej ze sobą. Sporo moich znajomych było już w Anglii lub nadal jest, przeglądając w czerwcu ich zdjęcia, patrzyłam jak są ubrani. Stroje kąpielowe, krótkie spodenki i koszulki, czyli jak u nas. Wylatując z Krakowa temperatura wskazywała ok 30 stopni, Ubrana byłam w krótkie spodenki, cienką koszulkę ale miałam też ze sobą kurtkę, skórę. Przemek ubrany był podobnie, również na letnio. Wyobraźcie sobie nasze miny w momencie gdy wylądowaliśmy w Anglii.. Nasz ubiór nijak nie pasował do Liverpoolskiego lata, padało i wiało okrutnie. Typowi Janusze.. Za każdym razem gdy to wspominam prawie płaczę ze śmiechu, chociaż wtedy tak wesoło nie było. Dodam jeszcze,że w bagażu podręcznym też dużo cieplejszych ubrań nie było, bo wszystko wysłaliśmy w paczce, która jeszcze nie doszła. Rzeczy, które ze sobą warto zabrać to antybiotyki tutaj o nie bardzo ciężko a czasem bez nich trudno się wykurować, tym bardziej na początku po zmianie klimatu. Jeśli używacie antyperspirantu w sztyfcie, też polecam go wziąć, możliwe, że go tu znajdziecie ale wybór jest niewielki. Większość produktów można kupić na miejscu, zwłaszcza gdy w pobliżu są polskie sklepy. Przed wyjazdem wyrobiliśmy też niebieską kartę, jest to ubezpieczenie. Nie jest niezbędna ale możecie ją wyrobić bezpłatnie przez internet.

Pierwszy lot. Czy się bałam? Jasne, że tak prawdopodobnie jak większość osób, które leci pierwszy raz. Bałam się nie tylko samego lotu ale odprawy.. po prostu nie wiedziałam jak to wygląda. Na lotniskach wszystko było opisane na tyle jasno, że procedur nie było sensu się bać a sam lot robi wrażenie ale to dla mnie bardziej podekscytowanie niż strach. Byłam wpatrzona w widoki a później w chmury za oknem, dla mnie to było cudowne przeżycie. Jednak pierwszy lot bez żucia gumy lub częstego połykania śliny, przepijania u mnie skończył się zatkanymi uszami (odetkały się dopiero kolejnego dnia). Po kilku razach przywykłam jak do jazdy autobusem, tyle że z dłuższymi kolejkami i piękniejszymi widokami.

Zostawiam was ze wstępem, czyli samym początkiem a reszta relacji czyli pierwsze zakwaterowanie, zakupy i praca w kolejnych częściach, już nie długo. Dajcie znać co myślicie w komentarzu i jeśli lecieliście samolotem, jakie były wasze wrażenia?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia emigrantki i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na Emigrantka w Liverpool cz1

  1. Lucyna pisze:

    Czytam z zaciekawieniem, po pierwsze, dlatego, że mam podobne przeżycia związane z wyjazdem, lotem samolotem – juhhuu, itd., a po drugie, dlatego, że mieszkałam niedaleko, bo w Macclesfield. Zatem pisz dalej, świetnie Ci idzie, a my czekamy:)

  2. Anonim pisze:

    Kasiu podziwiam Was za odwagę, ja też miałam takie myśli jednak wciąż mnie coś trzymało na miejscu. Przez tak krótki czas super sobie poradziliście. Cieszę się, że mieliście taką możliwość, wykorzystana zaprocentuje na bank, bo już widać ,że na emigracji radzicie sobie całkiem nieźle. Buziaki Kochana miłego dnia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.