Burgery

Dzień dobry! Kolejny przepis na blogu a właściwie to tym razem dwa przepisy. Burgery w zdrowszym wydaniu i w dwóch wersjach jeden tradycyjny z mięsem wołowym a drugi wegetariański lub nawet wegański!

Zacznę może od tego bez mięsa, przyznam, że ja mięsko lubię ale jeśli można obniżyć kalorykę a smak jest po prostu obłędny, dlaczego nie? Cały burger ma ok 300 kcal więc bardzo mało w porównaniu do tradycyjnego.

Przepis na 6szt:

  • 70g ugotowanej kaszy quinoa
  • puszka fasoli czarnej (może być też czerwona)
  • łyżka puree pomidorowego
  • łyżeczka papryki wędzonej
  • łyżeczka sproszkowanego czosnku
  • łyżka mielonego siemienia
  • pół łyżeczki soli i pieprzu
  • łyżeczka przyprawy grill pikantny

Wszystkie składniki wymieszać, uformować burgery i piec w 180 stopniach min 30 min.

Bułkę do burgera zgrillować, podawać z pomidorem, czerwoną cebulą, rukolą, avocado, ewentualnie ketchupem. Ja użyłam tego z mniejszą zawartością kcal.

Drugi burger tradycyjny z mięsa wołowego.

Przepis:

  • 200g mięsa mielonego
  • łyżeczka musztardy francuskiej

Mięso dokładnie łączymy z musztardą, formujemy burgery i oprószamy je z obu stron solą czosnkową z chili, następnie grillujemy z obu stron bez dodatkowego tłuszczu.

W międzyczasie grillujemy bułkę,smarujemy ją rozdrobnionym avocado, podajemy z pomidorem, ogórkiem kiszonym, czerwoną cebulą, rukolą i ketchupem.

A którego burgera Ty byś wybrał?

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy | Otagowano , , , , , , , , | 2 komentarze

Guillaume Musso, ostatnio przeczytane

Cześć Kochani, mam dla Was dzisiaj wpis- recenzje książek, które ostatnio przeczytałam. Wszystkie trzy są jednego autora. Guillaume Musso ostatnimi czasy, dzięki poleceniu kilku moich obserwatorek z Instagrama zawładnął moją biblioteczką. Tajemnica i zaskakujące zakończenie to zdecydowanie wspólna cecha tych książek. Jak zaczniesz, ciężko przerwać.

Zacznę od Apartamentu w Paryżu. Historia dwójki bohaterów, byłej policjantki i dramatopisarza, którzy przez przypadek wynajęli ten sam apartament. Mieszkanie przed śmiercią należało do wybitnego malarza Seana Lorenza. Cała twórczość i życie artysty owiane tajemnicą pochłonęło lokatorów na tyle głęboko, że podjęli śledztwo, dotyczące intrygujących historii, które wkrótce mieli odktyć. Po więcej odsyłam Was do lektury. Zapewniam, że do ostatnich stron pozostałam z pytaniami w głowie. A odpowiedzi na nie były totalnym zaskoczeniem.

Kolejna pozycja Dziewczyna z Brooklynu, thriller połączony z romansem. Bardzo lekko się ją czyta. Główny bohater Raphael miał wkrótce pobrać się z Anną. Do tej pory wszystko układało się idealnie, typowa sielanka. Bohater kierując się wątpliwościami wymusił na Annie wyjawienie sekretu z przeszłości. Anna tuż po tym znika i całkowicie urywa się z nią kontakt. Raphael próbując ją odnaleźć wraz z swoim przyjacielem, emerytowanym policjantem, dowiaduje się coraz bardziej przerażających faktów o swojej narzeczonej. Kim na prawdę jest Anna? Tego dowiecie się czytając książkę.

Ostatnio przeczytana a dokładniej skończyłam ją dwa dni temu, Uratuj mnie. Tą książkę określiłabym jako romans z wątkiem sensacyjnym oraz nutką fantastyki. Juliette i Sam ludzie z dwóch innych światów z bagażem wspomnień zakochują się w sobie bez pamięci. po krótkim czasie spędzonym niemal bez przerwy razem bohaterka musi wracać do Francji. Samolot startuje i dochodzi do katastrofy.. Czy miłość okaże się silniejsza od śmierci? Nie chcę Wam więcej zdradzać dlatego pozostawiam Was z krótkim opisem.

Na koniec mam do Was prośbę szukam innych książek wartych przeczytania moglibyście mi coś polecić? Dodam jeszcze że teraz jestem w trakcie czytania Za zamkniętymi drzwiami B. A. Paris a w kolejce czekają jeszcze inne pozycje Guillaume Musso: Jutro, Central Park, Telefon do Anioła, Ponieważ Cię Kocham i Ta chwila.

Zaszufladkowano do kategorii Recenzje | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Emigrantka w Liverpool cz4

Poszukiwania pracy w Liverpool, chyba każdy zaczyna od rejestracji w agencjach, ja już byłam zarejestrowana w dwóch ale stwierdziłam, że im więcej tym większa szansa na szybką pracę. Wypełniając formularze godziłam się na każdy rodzaj pracy, nocki, dniówki, weekendy, praca na kilka dni. Pierwszą pracę skończyłam w środę a telefon żeby pójść do kolejnej był już w piątek (w sezonie letnim nie czeka się długo). Tak trafiłam do firmy four wall creative, zajmującej się pamiątkami dla kibiców Liverpoolu i innych drużyn oraz przyborami szkolnymi i kartkami urodzinowymi. Firma była w Bromborough, znowu przeprawa w dotarciu na miejsce ok godzina i 20 minut w autobusach ale było warto! Praca z samymi anglikami, bardzo przyjaznymi. To dzięki nim zaczęłam próbować sił z angielskim. Po pierwsze nie miałam wyjścia a po drugie cały czas ze mną rozmawiali, więc mimowolnie uczyłam się. Tam praca była dłużej ok dwóch miesięcy, po tym czasie jednak od nowa czekanie na kolejną ofertę.

Przez pierwszy rok pobytu w Liverpool przeszłam tych prac więcej, niż niektórzy przez całe swoje życie. Po kilka słów opisze te, które pamiętam. Marantos, jedyna praca, w której robiłam przy gastronomi tzn na zmywaku hehe, super atmosfera jak na kuchni, jednak miałam za mało godzin. Denholm, praca przy pakowaniu poduszek na Bootle, tam cały czas się coś robiło, czas szybko mijał ale nie było szans na kontrakt- czyli stałą umowę. Prinovis, drukarnia, praca polegała na dokładaniu gazetek na linie, 12h tylko przy dokładaniu. Alfred price, pakowanie owoców, zmiany po 12h nocki.. z managerem, który nauczył się po polsku słowa ‚szybko’ i powtarza to za Twoimi plecami, tam wytrzymałam 4 dni a raczej noce i nie potrafię zrozumieć jak ludzie w tym zimnie i w atmosferze potrafią pracować 10 lat i więcej(nie wolno było tam rozmawiać). A przy okazji tej pracy kojarzycie małe opakowania owoców tak zwane przekąski na raz, nie polecam! Alied bakery, piekarnia, macie linie z pankejkami, zbieracie je na małe tacki a dalej maszyna robi swoje, praca nie najgorsza ale na telefon 7-19, godzina 7.05 dzwoni do Was agencja i pyta jak najszybciej możecie być w firmie, więc na podjęcie decyzji macie jakieś 15 sekund. Dhl, kolejny moim zdaniem obóz pracy, przynajmniej w momencie gdy ja tam byłam, tam można zostać na dłużej pakując słodycze lub kosmetyki. Nie jest ciężko też się dostać, potrzebują ‚siły roboczej’ tylko od nas zależy czy chcemy być tak traktowani.. Killer ink, pakowanie tuszów do tatuaży. Firma, której nazwy nie pamiętam robiła kamizelki ratunkowe do samolotów i łodzi. A teraz śmietanka jeśli chodzi o pracę za granicę, trzeba naprawdę dobrze trafić, żeby było inaczej niż u mnie. Hotele byłam w dwóch Posh Pads i Staybridge Suits, pracuje tam najwięcej Polek i przykre jest to, że tyle w nas zawiści i braku emaptii, za granicą nie jesteśmy zgrani jak inne narody a bardziej podkładamy sobie nogi, niż wspieramy. Dlatego pracy w hotelu nie polecam nie ze względu na ciężką pracę tylko atmosferę.

Po roku zaczęło się coraz bardziej układać znalazłam się w firmie, w której pakowaliśmy leki, testy itd. Chester Medical Solutions w Bromborough, całkiem fajne miejsce, które nawet mile wspominam, niestety transport, który został bardzo utrudniony przez zamknięcie tunelu, pomógł mi podjąć decyzję o rezygnacji i znalezieniu pracy po swojej części rzeki. Znalazłam, bardzo szybko w Johnson control, potem zmienili nazwę na Adient. Po serii testów zostałam kontrolerem jakości. Teraz najlepsze kontrolowałam jakość siedzeń do Jaguara i Land Rovera. Praca w systemie 3 zmianowym, bardzo lekka. Właściwie jedno z najlepszych miejsc w których byłam, był tylko jeden haczyk bez szans na kontrakt. Czyli w każdej chwili gdyby pracy było mnie mogli Cię wysłać do domu. Dlatego pracując w międzyczasie szukałam czegoś innego.

W Sierpniu 2018 roku dostałam pracę w Nerudi, pakowanie i kontrola jakości e-papierosów. I to właśnie tu, teraz walczę o kontrakt, najpierw z osób pracujących, które wysłali CV wybrano część osób do drugiego etapu, testów psychometrycznych. Testy były 3 matematyczny, logistyczny i czytanie ze zrozumieniem. Czas na odpowiedzi był bardzo krótki na 36 pytań matematycznych 10 min. Tym większe utrudnienie, że jednak wszystko było w języku angielskim, czyli nie w moim (95% osób pisało w swoim języku). Wyniki miały być listownie, w końcu przyszedł list i zostałam zaproszona na oficjalną rozmowę (wraz z 14 innymi osobami). Byłam pierwsza, jak okazało się dlatego, że mi testy poszły najlepiej, czego się totalnie nie spodziewałam. Na rozmowie dostaliśmy 6-7 pytań, szczerze nie pamiętam czego dokładnie dotyczyły na pewno co mogłabym wnieść do zespołu oprócz standardowych regułek wspomniałam o naszym języku, skoro mają klientów na całym świecie to może akurat też będą z Polski! Większość pytań dotyczyła standardów i sposobu w jaki powinno się pracować oraz historii zatrudnienia (tak tak mojej bogatej historii). W tej chwili mają dwa tygodnie na odpowiedź i bardzo chciałabym, żeby się udało ale zobaczymy!

Macie jakieś wspomnienia dotyczące byłych prac? lub jakieś anegdotki, dajcie znać! 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Emigrantka w Liverpool cz3

Agencja zadzwoniła do mnie z ofertą pracy już po kilku dniach, firma kosmetyczna zatrudni do pakowania perfum, pomadek, cieni itd. Bez większego namysłu przyjęłam ofertę. Praca zaczynała się nazajutrz. Wystąpił mały problem z dojazdem, do tej pory korzystałam tylko z autobusu do centrum i to nie było zbyt łatwe dla mnie, nie do końca pamiętałam gdzie wysiąść. Praca była na Knowsly, żeby tam dojechać potrzebowałam dwóch autobusów.. czyli przesiadka. ( Dodam, że wtedy mój telefon nie posiadał nawigacji ani internetu) Rozpisałam drogę na kartce i stwierdziłam, że jakoś dojadę. Potrzebowałam jeszcze butów ochronnych (sejfciaków) i kamizelki odblaskowej. Kupiłam najtańsze buty dunlop.. aj ta firma, chyba każdy na początku ma te buty, są bardzo ciężkie i nie wygodne. Trepy z blachą tak bym je opisała. Kolejnego dnia z sporym zapasem czasu wyruszyłam. Pierwsza przesiadka poszła gładko, w drugim autobusie kalecząc na około pokazałam adres i spytałam czy ktoś mi może powiedzieć, gdzie mam wysiąść i okazało się, że mój autobus ma inną trasę i będzie kolejna przesiadka. Na szczęście jeden człowiek miał podobny plan przesiadki więc poszłam za nim. Pierwszy dzień pracy i mój zapas czasu nagle stopniał, godzina 7 zbliżała się nieuchronnie a ja z planowanego przystanku miałam jeszcze spory spacer do nowej pracy (Pod firmą autobus nie zatrzymywał się). Już widziałam mój przystanek, nacisnęłam przycisk ale kierowca nie zatrzymał się tylko z uśmiechem powiedział, że zatrzyma się pod moją pracą, nie musiał a jednak! Weszłam do firmy dokładnie za 2 siódma.

Praca okazała się być lekka, ludzie w porządku, jedynie całe 8 godzin na nogach troszeczkę przeszkadzało, ale pomyślałam, że to kwestia przyzwyczajenia. Oczywiście miałam jeszcze problemy z porozumiewaniem się zwłaszcza, że akcent w Liverpool nie jest najłatwiejszy. Z każdą godziną było łatwiej i oczywiście poznałam trasę do domu! I tu kolejna moja przygoda, byłam już w połowie drogi, po przesiadce i akurat jechał mój autobus, nie wiadomo dlaczego nie zatrzymał się, chociaż przecież to był jego przystanek, tak samo kolejny. Nie wiedziałam co robić i jak wrócić do domu, przez chwilę pomyślałam, że może czekam w złym miejscu..Przyszli inni ludzie więc postanowiłam poczekać jeszcze z nimi i w momencie gdy autobus podjeżdżał, zaczęli machać.. ( przystanki na żądanie) Oczywiście geniusz ze mnie, czekałam licząc aż się zatrzymają sami..!

Pracowałam tam tydzień czasu i pewnego dnia po pracy dostałam sms od agencji, że bardzo dziękują mi za pracę ale skończyli zamówienie i na chwilę obecną nie potrzebują aż tylu pracowników. Załamałam się, nowy kraj bez pracy, naprawdę się starałam a straciłam tą pracę (Przemek jeszcze wtedy też nie miał swojej). No właśnie wtedy nie wiedziałam, że praca agencyjna tak właśnie wygląda, czasem pracujesz tylko dwa dni a czasem kilka miesięcy w jednym miejscu i nie zależnie od tego jak pracujesz, możesz w każdej chwili dostać wiadomość, że Ci już dziękują. Zaczęłam poszukiwania kolejnej pracy, w końcu przyjechaliśmy tu z myślą o szybkich zarobkach.. cdn

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Biszkopt liczi banan

Dzisiaj przychodzę do Was z przepisem na biszkopt w egzotycznym wydaniu. Ciasto to robiłam w małej formie, tortownica 12 cm tak na jeden raz, ale gdy podwoicie składniki forma może być również większa. Całe ciasto ma ok 400 kcal.

Składniki na ciasto:

  • 2 jajka,
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • łyżka erytrytolu lub inne dowolne słodzidło,
  • 2 łyżki mąki pszennej, można zastąpić kukurydzianą, ryżową lub orkiszową

Białka ubijamy na sztywno, następnie dodajemy słodzidło, żółtka, a na końcu przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia. Przelewamy ciasto do natłuszczonej formy i pieczemy ok 25 min do zarumienienia. Studzimy i przekrajamy na dwa płaty.

Składniki na krem:

  • 1/2 banana
  • 150 g twarogu sernikowego,
  • 3-4 łyżki erytrytolu

Składniki na krem blendujemy razem.

Dodatkowo osobno blendujemy 3-4 obrane liczi, nimi nasączamy biszkopt i dopiero wtedy przekładamy płaty ciasta 3/4 kremu do środka i 1/4 na wierzch. Można ozdobić tartą czekoladą gorzką. Smacznego!

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy | Otagowano , , , , , , , | 2 komentarze

Emigrantka w Liverpool cz2

No i mamy część drugą.. Po samym przyjeździe pojechaliśmy na mieszkanie i do naszego pokoju, który z pokojem miał wspólnego tyle co cztery ściany. Malutki z starym materacem ( nawet koc nie pomógł, plecy odczuły każdą sprężynę..) i w „szafie’ huczący piec. Przyjechaliśmy do znajomego z myślą ( a raczej z potwierdzeniem), że od razu zaczniemy pracę, niestety wyszło inaczej. Po pierwsze Ubezpieczenie czyli insurance number, którego nie mieliśmy a na wizytę czeka się ok 2 tygodni, po drugie praca, która jednak załatwiona nie była.. Brak internetu, żeby cokolwiek załatwić i informacja, że jak najszybciej musimy znaleźć sobie nowy pokój. Ale czy żałuje, nie początek był bardzo trudny ale jak to się mówi, nic nie dzieje się bez przyczyny.

Liverpool z lotu ptaka

Ash Grove nazwa ulicy, na której znaleźliśmy pokój w domu, który był wynajmowany przez Polaków dla Polaków. ( Nie polecam wynajmować w ten sposób pokoju ale o historiach stamtąd będzie troszkę później). W tym pokoju mieliśmy już nie tylko materac ale także sofkę i obiecaną przez landlorda- właściciela szafkę.. no cóż była tylko obiecana ( Cena wtedy 60 funtów/miesiąc). Przez ten dom w ciągu kilku naszych miesięcy w nim, przewaliło się tyle nowych współlokatorów, że nie do końca wszystkich pamiętam. Ale są też tacy, którzy o sobie zapomnieć nie dali. Na początku miłe wspomnienia, D. (nie będę podawać imion) fajny człowiek, który w razie potrzeby zawsze pomógł i chyba dzięki niemu wypiłam swój pierwszy, nie do końca super jakości cydr. Ale jaki ekonomiczny, butelka 3-litrowa kosztowała chyba 5f, o ile dobrze pamiętam. Byli też kierowcy tirów.. no ich było kilku ale jeden został najbardziej w pamięci. Człowiek bez szczęścia a raczej szczęście miał do stłuczek, lubił biegać, kiedyś nawet biegaliśmy w sefton parku, który pokazywałam wam na instagramie, razem zawsze raźniej. To teraz ta gorsza część, parka melanż, współmieszkanie z nimi pracując i mając na rano, nie wchodziło w rachubę. Kolejna para marudy, to od takich ludzi uciekajcie, nawet piękny dzień po rozmowie z nimi stawał się mniej atrakcyjny do tego ich rzeczy i bałagan był wszędzie i przeszkadzał nawet chłopakom, którzy zazwyczaj do tego wagi nie przykładali. Na koniec perełki para 55 latków, lubili dziabnąć.. w sumie to nie lubili, nie dziabnąć. Wieczne awantury i wyzywanie od najgorszych (między sobą) i piosenka przez twe oczy zielone o godzinie 3 w nocy w tygodniu, tak tego nie zapomnę. Niestety nie zapomnę również momentu kiedy upiekłam ciasto, zostawiłam je do wystudzenia a rano zeszłam i garścią od środka było przez nią jedzone. Albo momentu gdy zeszła kompletnie bez bielizny i spodni dla jasności, gdy siedzieliśmy z chłopakami na dole, nie da się tego odwidzieć, ubolewam! To tylko część tego typu historii ale może będę to stopniować.

Pierwszy pokój
Widok z okna

Moje początki szukania pracy, wydrukowałam sobie w języku angielskim cv zaczęłam roznosić ja po różnych lokalach gastronomicznych. Bez skutku, chociaż doświadczenie miałam. Niestety nikt mi nie powiedział, że format cv tutaj się różni od tego w Polsce. Przede wszystkim to co ja bardzo cenie zdjęcia się nie dodaje, wybierają ludzi po ich osiągnięciach, doświadczeniu a nie dyskryminują ze względu na wygląd. ( nie uważam, ze każdy u nas dyskryminuje ale pracując jako kelnerka widziałam jak mój manager wyrzuca cv mówiąc przy tym ‚ta za brzydka’). Zaczęłam rejestrować się w agencjach pracy i uważam, że na początek to najlepsze rozwiązanie. Jedną z pierwszych była agencja Gap. Wchodząc tam dostajesz mnóstwo formularzy i papierów do wypełnienia. Wpisujesz wszystkie swoje dane, dni w które jesteś dyspozycyjna, doświadczenie, wykształcenie i wiele innych. Wszystko oczywiście w języku angielskim, więc lepiej wcześniej się przygotować. Za ladą pracuje też Polak, ale nie ma co się łudzić, nawet mówiąc do niego po polsku z grymasem na twarzy odpowie, że mu nie płacą za pomoc po polsku. Z drugiej strony natomiast wyszedł Anglik, którego jak to się później okazało, dziewczyna jest Polką i on już problemów w mówieniu, po Polsku nie miał karma wraca. zadzwonili do mnie z ofertą pracy już po kilku dniach..

Dalsza część w kolejnym wpisie. Dajcie znać w komentarzach co myślicie, a może Wy macie jakieś doświadczenia?

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , , , , | 6 komentarzy

Emigrantka w Liverpool cz1

Hej w dzisiejszym wpisie chciałabym żebyście troszeczkę bardziej mnie poznali. Opowiem Wam mój początek życia jako emigrantka, co sprawiło, że tu przyleciałam i jak wyglądały moje pierwsze dni, tygodnie tu w Liverpool/ Liverpool-u ( do teraz nie mam pojęcia jak to się pisze).

Liverpool Albert dock

Początek roku 2015 to wtedy zdecydowaliśmy się na wyjazd za granicę. Mieszkaliśmy w tym czasie w Rzeszowie, wynajmowaliśmy pokój. Nie mieliśmy swojego mieszkania ani perspektyw, że w nie długim czasie je zdobędziemy. Strona materialna, tak to ona spowodowała, że intensywnie myśleliśmy o pracy za granicą.

Decyzja podjęta, lecimy do Anglii ! Zaczęliśmy szukać biletów na nasz pierwszy lot, padło na początek lipca a dokładnie 7.07. Z zabukowaniem zwlekałam do powrotu Przemka z pracy, czyli jakieś kilka godzin i w tym czasie bilety już zdążyły podrożeć o 50 zł. Wybraliśmy najtańszą z możliwych opcji Rynair, bilety kosztowały 300zł a lot miał się odbyć z Krakowa bezpośrednio do Liverpool. ( Teraz moja mała rada czasem korzystajcie z okazji i bukujcie bez zastanowienia).

Do wylotu zostało nam około dwóch miesięcy, powoli pozbywaliśmy się rzeczy, które już się nie przydadzą, były różne wyprzedaże. Większość jednak zwieźliśmy do Ustrzyk ( na szczęście mieliśmy gdzie je przechować). Zaczęłam też bardziej patrzeć co powinnam za sobą zabrać i jak to zrobić. Przeszukałam wiele blogów szukając dobrych rad. Kolejna sprawa język angielski.. tak w szkole się go uczyłam a raczej w szkole po prostu taki przedmiot był. Dla wszystkich, którzy chcą tu wyjechać słówka to jest to czego powinniście się uczyć, na pewno bardzo wam pomogą ale nie zraźcie się też inną wymową po przyjeździe ( po pewnym czasie przywykniecie). Najważniejsza i jednocześnie najcięższa rzecz jaką mogę wam poradzić nie bójcie się mówić! Chociażby miało być źle po prostu próbujcie. Ja przed wyjazdem zaczęłam powtarzać sobie czasy, tego nie róbcie, nie ma to najmniejszego sensu. Dobra ale nie miałam pisać o tym.. Teraz bagaż, wyjeżdżając na dłużej nie było szans zmieścić się w podstawowy. Jednak zamiast wykupywać dodatkowego postanowiliśmy wysłać już na miejsce paczkę (do 31.5 kg cena ok 100 zł) Paczkę kurier zabiera z pod naszych drzwi i pod drzwi w Anglii zawozi, jest to duży plus nie trzeba targać jej ze sobą. Sporo moich znajomych było już w Anglii lub nadal jest, przeglądając w czerwcu ich zdjęcia, patrzyłam jak są ubrani. Stroje kąpielowe, krótkie spodenki i koszulki, czyli jak u nas. Wylatując z Krakowa temperatura wskazywała ok 30 stopni, Ubrana byłam w krótkie spodenki, cienką koszulkę ale miałam też ze sobą kurtkę, skórę. Przemek ubrany był podobnie, również na letnio. Wyobraźcie sobie nasze miny w momencie gdy wylądowaliśmy w Anglii.. Nasz ubiór nijak nie pasował do Liverpoolskiego lata, padało i wiało okrutnie. Typowi Janusze.. Za każdym razem gdy to wspominam prawie płaczę ze śmiechu, chociaż wtedy tak wesoło nie było. Dodam jeszcze,że w bagażu podręcznym też dużo cieplejszych ubrań nie było, bo wszystko wysłaliśmy w paczce, która jeszcze nie doszła. Rzeczy, które ze sobą warto zabrać to antybiotyki tutaj o nie bardzo ciężko a czasem bez nich trudno się wykurować, tym bardziej na początku po zmianie klimatu. Jeśli używacie antyperspirantu w sztyfcie, też polecam go wziąć, możliwe, że go tu znajdziecie ale wybór jest niewielki. Większość produktów można kupić na miejscu, zwłaszcza gdy w pobliżu są polskie sklepy. Przed wyjazdem wyrobiliśmy też niebieską kartę, jest to ubezpieczenie. Nie jest niezbędna ale możecie ją wyrobić bezpłatnie przez internet.

Pierwszy lot. Czy się bałam? Jasne, że tak prawdopodobnie jak większość osób, które leci pierwszy raz. Bałam się nie tylko samego lotu ale odprawy.. po prostu nie wiedziałam jak to wygląda. Na lotniskach wszystko było opisane na tyle jasno, że procedur nie było sensu się bać a sam lot robi wrażenie ale to dla mnie bardziej podekscytowanie niż strach. Byłam wpatrzona w widoki a później w chmury za oknem, dla mnie to było cudowne przeżycie. Jednak pierwszy lot bez żucia gumy lub częstego połykania śliny, przepijania u mnie skończył się zatkanymi uszami (odetkały się dopiero kolejnego dnia). Po kilku razach przywykłam jak do jazdy autobusem, tyle że z dłuższymi kolejkami i piękniejszymi widokami.

Zostawiam was ze wstępem, czyli samym początkiem a reszta relacji czyli pierwsze zakwaterowanie, zakupy i praca w kolejnych częściach, już nie długo. Dajcie znać co myślicie w komentarzu i jeśli lecieliście samolotem, jakie były wasze wrażenia?

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , , , , | 4 komentarze

Limonkowy sernik

Hej Kochani! Dziękuję za tak ciepły odbiór mojego pierwszego wpisu, jest mi bardzo miło i dziękuję za każde cudowne słowo, które od Was dostałam. Teraz moja motywacja wzrosła do maxa! Mam nadzieję, że u Was jest podobnie.

Drugi wpis na tym blogu będzie przepisem na ciacho, które jest bez pieczenia, bez cukru a jego jedzenie może odbywać się bez wyrzutów sumienia. Przygotowanie ciasta nie zajmuje dużo czasu i jest bardzo proste co sprawia, że nawet dla laików w kuchni, przepis będzie idealny. Jeśli chodzi o kalorie dzieląc ciasto na 8 porcji jedna będzie mieć ok 150kcal w tym 10g węglowodanów, 9g tłuszczy, 7g białka.

Składniki:

  • 100g ciasteczek lub herbatników bez cukru
  • 50g masła
  • 3-4 łyżki wody
  • 500g twarogu sernikowego (taki z wiaderka)
  • skórka otarta z 1 limonki
  • sok z 1/2 limonki
  • 150g erytrytolu ( może być też ksylitol lub inne słodzidło)
  • 10g żelatyny rozpuszczonej w niewielkiej ilości wody

Przygotowanie:

Ciasteczka dokładnie pokruszyć, wymieszać z roztopionym masłem i 3-4 łyżkami wody. Konsystencja ma być podobna do mokrego piasku. Tortownicę 18cm wyłożyć folią spożywczą i wyłożyć spód, dokładnie go dociskając. Schłodzić, najlepiej w zamrażarce ok 1h. Twaróg zmiksować wraz z erytrytolem, skórką i sokiem z limonki, na koniec dodać rozpuszczoną żelatynę i dokładnie połączyć. Przelać masę na spód i chłodzić w lodówce przez 2-3h.

Dajcie znać co myślicie o tym przepisie w komentarzach poniżej, udanego wieczorku lub dnia jeśli będziecie tu dopiero jutro!

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , , | 2 komentarze

Nowy rok, nowy blog, nowa ja?

Hej, Kolejna historia z blogiem, tym razem mam nadzieję na poważnie, Ostatnio na starym blogu nic nie dodawałam marząc o własnej domenie i prawdziwym blogu, na którym będę mogła dodawać więcej treści niż na instagramie. Chciałabym się tu dzielić z Wami moimi przepisami, podróżami, recenzjami ale także przemyśleniami. To jest jeden z celów, które sobie wyznaczyłam regularne wpisy ale także chciałabym być bardziej otwarta w stosunku do Was, zobaczymy jak mi pójdzie. Jeśli macie jakiekolwiek propozycje o czym miałabym pisać jakie przepisy chcielibyście żeby się tu znalazły dajcie mi koniecznie znać.

To teraz troszeczkę więcej o tytule wpisu. Nowa ja? To pierwszy tutaj i bardzo ważny dla mnie wpis taki prosto od serca, ciekawa jestem jaki będzie mieć odbiór, Swoją walkę o lepsze zdrowie, samopoczucie zaczęłam już dawno temu początkowo chodziło mi tylko o schudnięcie i to najlepiej jak najszybciej zwłaszcza, że jak to studiując Wychowanie Fizyczne byłam troszkę większa niż pozostałe dziewczyny. Uwielbiałam sport i nie wyobrażałam sobie wtedy innego kierunku studiów. Nie licząc komentarzy od niektórych osób studiujących razem ze mną ( były czasem przykre) szło mi świetnie. Byłam najlepsza na roku więc kilka kg więcej nie przeszkodziło mi w wynikach zarówno jeśli chodzi o teorię jak i praktykę. Powinnam cieszyć się i robić swoje ale niestety wiem to dopiero teraz. Zaczęłam szereg eksperymentalnych diet, które owszem dawały efekty ale nie dość, że na chwilę to późniejsze skutki były dwa razy gorsze niż sytuacja wyjściowa. Z kilku kg zrobiło się kilkanaście.. Doszły napady głodu i motywacja przeszła w rezygnację. Próbowałam jeszcze innych ‚diet cud’ ale niestety efekt był za każdym razem taki sam. Najgorsze jest to że przecież miałam wiedzę bo jednak taki kierunek sportu, nie do końca , na tematy które by mi się w tym przypadku przydały nie znałam odpowiedzi. Zrobiłam badania i okazało się że nie jest najlepiej, wtedy zaczęłam interesować się zdrowym żywieniem a nie dietami. Ilość materiałów, badań i artykułów, które przeczytałam dopiero pomogły mi w zrozumieniu swoich błędów i przewartościowaniu celów do których dążę. Najbardziej jestem zadowolona z braku napadów głodu na wszystko co było w pobliżu, ten etap mam nadzieję jest już za mną. Jedzenie opieram na 90% zdrowego odżywiania i 10% odstępstw i taka relacja z michą u mnie się sprawdza. Oczywiście moja waga też spadła i dalej spada nie ukrywam to też plus, Tylko teraz mam do tego luźniejsze podejście wszystko wymaga czasu a gdy proces jest wolniejszy będzie utrzymywać się dłużej, kiedyś podzielę się z Wami moją metamorfozą ale na razie sam ten wpis to dla mnie dużo, Jeśli chodzi o wyniki pod koniec stycznia dokładnie sprawdzę jak to ze mną jest ale czuję się zdecydowanie lepiej, odeszło ciągłe zmęczenie a energii mam dużo więcej.

To teraz cele na nowy rok.

  1. Tak jak wspomniałam, nowy blog i regularne wpisy, przypominajcie gdybym się opóźniała!
  2. Kontynuacja zdrowych nawyków, Jedzenie 90/10 i coś co było w tamtym roku mniej regularne woda z cytrynką rano,
  3. Aktywność treningi min 3x w tyg. plus kroki, które mobilizują mnie do dodatkowych spacerów 10tys króków,
  4. Praca nad przepisami i kolejnymi projektami, których jeszcze nie mogę Wam zdradzić.
  5. I teraz najważniejszy punkt czas dla siebie przynajmniej 30min dziennie i tutaj mam nadzieję, że uda mi się nadrobić czytanie.
  6. Rozciąganie/joga kiedyś uwielbiałam, teraz trochę jestem zastana ale wszystko przede mną!
  7. Więcej czasu z najbliższymi, trochę utrudnione bo mieszkanie za granicą nie ułatwia wspólnych wyjść ale może uda się być częściej w Polsce.
  8. Jak najwięcej podróży!

Wyżej wymieniłam tylko takie główne cele, które mam szansę osiągnąć i których naprawdę chcę się trzymać, dzięki czemu są realne do osiągnięcia a wypisanie ich tutaj dodatkowo mnie mobilizuje. Moja walka ciągle trwa i nie są to do końca nowe cele ale też kontynuacja poprzednich. Dla części osób łatwiej jest zacząć od nowego Roku, od początku miesiąca czy też po prostu od poniedziałku,mi taka początkowa data też odpowiada ale jeśli nie jesteś w tej grupie zacznij po prostu dziś.

Na koniec chciałabym Wam życzyć w tym 2019 roku odwagi w dążeniu do własnych celów, realizacji marzeń, zwłaszcza tych, które wydają się odległe. Radości i uśmiechu na twarzy oraz zadowolenia z samych siebie. Wszystkiego Dobrego Kochani!

Zaszufladkowano do kategorii Przemyślenia i rady | 12 komentarzy

Polityka cookies

Adres mojej strony internetowej to: http://zdrowy-talerz.com.

Komentarze

Kiedy odwiedzający witrynę zostawia komentarz, zbieramy dane widoczne w formularzu komentowania, jak i adres IP odwiedzającego oraz podpis jego przeglądarki jako pomoc przy wykrywaniu spamu.

Zanonimizowany ciąg znaków stworzony na podstawie twojego adresu email (tak zwany hash) może zostać przesłany do usługi Gravatar w celu sprawdzenia czy jej używasz. Polityka prywatności usługi Gravatar jest dostępna tutaj: https://automattic.com/privacy/. Po zatwierdzeniu komentarza twój obrazek profilowy jest widoczny publicznie w kontekście twojego komentarza.

Media

Jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem i wgrywasz na witrynę obrazki, powinieneś unikać przesyłania obrazków z tagami EXIF lokalizacji. Odwiedzający stronę mogą pobrać i odczytać pełne dane lokalizacyjne z obrazków w witrynie.

Formularze kontaktowe

Ciasteczka

Jeśli zostawisz na naszej witrynie komentarz, będziesz mógł wybrać opcję zapisu twojej nazwy, adresu email i adresu strony internetowej w ciasteczkach, dzięki którym podczas pisania kolejnych komentarzy powyższe informacje będą już dogodnie uzupełnione. Te ciasteczka wygasają po roku.

Jeśli masz konto i zalogujesz się na tej witrynie, utworzymy tymczasowe ciasteczko na potrzeby sprawdzenia czy twoja przeglądarka akceptuje ciasteczka. To ciasteczko nie zawiera żadnych danych osobistych i zostanie wyrzucone kiedy zamkniesz przeglądarkę.

Podczas logowania tworzymy dodatkowo kilka ciasteczek potrzebnych do zapisu twoich informacji logowania oraz wybranych opcji ekranu. Ciasteczka logowania wygasają po dwóch dniach, a opcji ekranu po roku. Jeśli zaznaczysz opcję „Pamiętaj mnie”, logowanie wygaśnie po dwóch tygodniach. Jeśli wylogujesz się ze swojego konta, ciasteczka logowania zostaną usunięte.

Jeśli zmodyfikujesz albo opublikujesz artykuł, w twojej przeglądarce zostanie zapisane dodatkowe ciasteczko. To ciasteczko nie zawiera żadnych danych osobistych, wskazując po prostu na identyfikator przed chwilą edytowanego artykułu. Wygasa ono po 1 dniu.

Osadzone treści z innych witryn

Artykuły na tej witrynie mogą zawierać osadzone treści (np. filmy, obrazki, artykuły itp.). Osadzone treści z innych witryn zachowują się analogicznie do tego, jakby użytkownik odwiedził bezpośrednio konkretną witrynę.

Witryny mogą zbierać informacje o tobie, używać ciasteczek, dołączać dodatkowe, zewnętrzne systemy śledzenia i monitorować twoje interakcje z osadzonym materiałem, włączając w to śledzenie twoich interakcji z osadzonym materiałem jeśli posiadasz konto i jesteś zalogowany w tamtej witrynie.

Analiza statystyk

Z kim dzielimy się danymi

Jak długo przechowujemy twoje dane

Jeśli zostawisz komentarz, jego treść i metadane będą przechowywane przez czas nieokreślony. Dzięki temu jesteśmy w stanie rozpoznawać i zatwierdzać kolejne komentarze automatycznie, bez wysyłania ich do każdorazowej moderacji.

Dla użytkowników którzy zarejestrowali się na naszej stronie internetowej (jeśli tacy są), przechowujemy również informacje osobiste wprowadzone w profilu. Każdy użytkownik może dokonać wglądu, korekty albo skasować swoje informacje osobiste w dowolnej chwili (nie licząc nazwy użytkownika, której nie można zmienić). Administratorzy strony również mogą przeglądać i modyfikować te informacje.

Jakie masz prawa do swoich danych

Jeśli masz konto użytkownika albo dodałeś komentarze w tej witrynie, możesz zażądać dostarczenia pliku z wyeksportowanym kompletem twoich danych osobistych będących w naszym posiadaniu, w tym całość tych dostarczonych przez ciebie. Możesz również zażądać usunięcia przez nas całości twoich danych osobistych w naszym posiadaniu. Nie dotyczy to żadnych danych które jesteśmy zobligowani zachować ze względów administracyjnych, prawnych albo bezpieczeństwa.

Gdzie przesyłamy dane

Komentarze gości mogą być sprawdzane za pomocą automatycznej usługi wykrywania spamu.

Twoje dane kontaktowe

Informacje dodatkowe

Jak chronimy twoje dane?

Jakie mamy obowiązujące procedury w przypadku naruszenia prywatności danych

Od jakich stron trzecich otrzymujemy dane

Jakie automatyczne podejmowanie decyzji i/lub tworzenie profili przeprowadzamy z użyciem danych użytkownika

Branżowe wymogi regulacyjne dotyczące ujawniania informacji

We collect information about visitors who comment on Sites that use our Akismet anti-spam service. The information we collect depends on how the User sets up Akismet for the Site, but typically includes the commenter’s IP address, user agent, referrer, and Site URL (along with other information directly provided by the commenter such as their name, username, email address, and the comment itself).

Zaszufladkowano do kategorii polityka cookies | 2 komentarze