Bangkok część 1

Moja a właściwie nasza (bo moja i mojego Przemka) wersja zwiedzania Bangkoku, czyli jednego z najbardziej zakorkowanych miejsc na globie! Praktyczne porady. To co zobaczyliśmy, jak dojechaliśmy, jak się przemieszczaliśmy, internet, wymiana pieniędzy, ceny, szamka i trochę zdjęć stolicy Tajlandii.

Zacznijmy od początku sam lot mieliśmy z przesiadką w Omenie- Muscat trwał ok 15 h i koszt za jedną osobę w jedną stronę to ok 1000 zł, lecieliśmy liniami Oman Air, W każdym locie (czyli Manchester-Muscat a później Muscat-Bangkok) mieliśmy przekąski, napoje, ciepły posiłek (do wyboru 3 opcje: wegetariańska, z kurczakiem lub z wołowiną) oraz alkohol w cenie. Siedzenia były wygodne, sporo miejsca na nogi! Do tego poduszeczka, kocyk, opaska na oczy skarpetki gdyby ktoś zmarzł, szczoteczka i pasta, fajne dodatki. Jeśli chodzi o dalsze wygody to każde siedzenie ma komputerek z opcją śledzenia na mapie lotu, muzyką, grami i najnowszymi filmami. Transfer z lotniska, jeśli bukujecie wcześniej taxi może być to spory koszt, lepiej się wstrzymać i wybrać transport na miejscu. Do wyboru macie metro koszt dojazdu do centrum Bangkoku to ok 5 zł i 30 min waszego czasu, autobus w podobnej cenie lecz dojazd zależny od korków ok 1-2 h. Dodam jeszcze, że metro jeździ co 20 minut a autobus co 30 min. Można też dojechać taksówką, sprawdzajcie czy taksówkarz włącza licznik na początku kursu, niektórzy chcą naciągnąć turystów!

Jedzenie w oman air
Jedzenie z samolotu

W Bangkoku spędziliśmy trzy dni, nocleg mieliśmy tuż przy kanale w bardzo fajnym hoteliku Pailin Guest House, cena za jedną noc/osobę pokój z własną łazienką (z wliczonym w cenę śniadaniem) to ok 35 zł. Śniadania były smaczne a w hoteliku oprócz obsługi, która była bardzo pomocna i życzliwa witały nas trzy urocze psiaki (niżej na zdjęciach jeden z nich) My jeśli chodzi o nocleg wybieramy tańszą opcję w której do szczęścia potrzebne nam jest właściwie tylko łóżko, łazienka i w przypadku gorących miejsc klima lub wiatraki. Oczywiście jeszcze patrzymy na lokalizację, która w tym przypadku była idealna. Do wielu miejsc mogliśmy dojść spacerkiem.

W pobliżu naszej lokalizacji są knajpki i street food-y, w których można smacznie zjeść za ok 50-60 bahtów czyli ok 5-6 zł (i mówię tu o całym daniu)! Są też droższe miejsca ale wystarczy lekko skręcić z tych najbardziej uczęszczanych uliczek by znaleźć te same dania w dobrych cenach. Więcej o jedzonku będzie w osobnym wpisie. Zdradzę tylko, że odwiedziliśmy w tej cenie restaurację z gwiazdką Michelin!

Najbardziej popularny sklep to seven eleven, można go spotkać dosłownie co 300 m. Jest bogato wyposażony, znajdziecie w nim spożywkę, kosmetyki a także niezbędne rzeczy elektroniczne itd. My np potrzebowaliśmy przełączki do gniazdka, cały zestaw uniwersalnych przełączek kosztował nas ok 16 zł. Inne przykładowe ceny woda niegazowana ok 1,60 zł, papier toaletowy za rolkę ok 50 gr, piwo Chang 6 zł, drożdżówki ok 2 zł, napoje ok 2 zł, jogurty pitne ok 1 zł, kawka ok 1,50 zł, aloes w żelu ok 15 zł za 300 ml. W tym sklepie macie też możliwość zakupu tostów na ciepło i jest to koszt ok 2,50 zł, lody ok 1,50- 5 zł.

Kolejna ważna rzecz Internet, my wybraliśmy opcję turystyczną karty sim firmy TrueMove H za dwa tygodnie internetu bez limitu zapłaciliśmy 599 bahtów w tej cenie oprócz internetu mamy też 50 bahtów na rozmowy. Kartę sim można kupić od razu na lotnisku lub w każdym sklepie seven eleven.

Kantory i wymiana pieniędzy, najlepszą opcją wymiany były w wypadku funty, które nie dość, że dobrze stały to dla nas (zarabiających w tej walucie) były najwygodniejsze. Można też wymienić euro lub dolary oraz wiele innych walut nie licząc naszej. Z ciekawości pytaliśmy widząc np walutę czeską i wiele innych, niestety złotówek nie można było wymieniać. Najlepsza wymiana jest w kantorach w mieście, lotnisko jak wiadomo ma niższy kurs. Oprócz waluty droższy kurs mają też wyższe nominały (nie wiele droższy,ale zawsze to więcej)

Więcej o zwiedzaniu w następnej części, jeśli macie jakiekolwiek pytania dajcie znać!

Zaszufladkowano do kategorii Podróże | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wizy i szczepionki przed Tajlandią

Hej! Będzie to wpis jak przygotować się przed wyjazdem do Tajlandii.

Na początek pod lupę bierzemy wizę. Jeśli lecicie do tego rajskiego kraju na krócej niż 30 dni najzwyczajniej w świecie nie potrzebujecie jej. ( piszę tutaj o obywatelach Polski) Jedyne co musicie mieć to od razu kupiony bilet powrotny i zaplecze finansowe, żeby udowodnić możliwość utrzymania się w tym kraju. ( 1000zł)

Teraz kolejny punkt szczepienia. Wszystko zależy od Was samych ponieważ szczepienia nie są już obowiązkowe. W internecie możecie znaleźć listę polecanych szczepień. Najpierw sprawdźmy, które z nich mieliśmy już robione. Jeśli mieliście robione obowiązkowe szczepienia w szkole a urodziliście się po roku 1990 na pewno z listy polecanych możecie odhaczyć WZW typu B. Inne najbardziej polecane to WZW A, Dur brzuszny Większość szczepień najlepiej wykonać na min 2 tygodnie przed wylotem, jednak jeśli zrobicie to później one też będą działać tylko ochrona będzie nieco niższa. Teraz kolejna kwestia będąc w Anglii okazało się że tutaj na NHS (coś jak NFZ) możliwe są bezpłatne szczepienia a dokładniej szczepienia za koszt recepty ( tutaj każda recepta ma jedną cenę 8,80 f). Ja właśnie skorzystałam z tej opcji czyli 3 szczepień na Błonnicę, Tężec i Polio, zdjęcie poniżej. Szczepienia te ważne są przez 10 lat. Myślę, że warto jest się dowiedzieć czy jakieś bezpłatne wam nie przysługują, zawsze to oszczędność.

Zaszufladkowano do kategorii Podróże | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Hasztagi

Hej! Jak wiecie największa moja działalność na tą chwilę w mediach społecznościowych to instagram. Jak większość z osób, które prowadzi profil na IG chcę z moimi postami dotrzeć do jak największej liczby osób. Niestety ostatnie algorytmy i działania, które wprowadzają twórcy co najmniej lekko zniechęcają do działania.

Pod lupę dzisiaj bierzemy hasztagi, które wpływają na liczbę wyświetleń. Przez ostatni miesiąc robiłam u siebie na profilu testy właśnie z ich użyciem dodając 5, 10, 15, 20, czy w końcu tyle ile maksymalnie dodać możemy 30 hasztagów.

Wiem, że na większości forów w internecie znajdziecie informację, że wystarczy dodać kilka z nich i wtedy wyświetleń będzie najwięcej. Ta strategia u mnie się kompletnie nie sprawdziła.

Wychodzę z założenia, że skoro mamy do dyspozycji 30 z nich należy z tego skorzystać. I faktycznie największe statystyki właśnie z ich użyciem uzyskuje gdy jest ich 30.
Jeśli mamy już ustaloną liczbę, przejdźmy do tego które z nich wybrać. Część z hasztagów jest zabroniona, w momencie gdy ich użyjemy (gdy użyjemy chociażby jednego z nich)reszta przestanie działać. Radzę więc je sprawdzić i z nich nie korzystać. Istnieje wiele list zakazanych hasztagów jednak można też je sprawdzić w wyszukiwarce, jeśli po wpisaniu nie będzie się on nam wyświetlał lub jego zawartość będzie pusta, świadczy to o jego zablokowaniu.

To w końcu jakie powinniśmy dodawać? Na pewno te, które opisują dane zdjęcie, szukajmy hasztagów mniej popularnych. Te które mają po kilka milionów zdjęć, znikną nam szybciej niż je dodamy i mało kto zobaczy nasz post.

Bardzo ważna sprawa nie używajmy w kółko tych samych. Szukajmy za każdym razem innych i testujmy, przy których statystyki będą iść do góry.

Mam nadzieję, że wpis Wam się przyda, jeśli macie jakieś pytania lub pomysły o czym chcielibyście żebym napisała koniecznie dajcie mi znać!


Zaszufladkowano do kategorii Przemyślenia i rady | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Jak ograniczyć kalorie

Hej! Przez chwilkę nie było żadnego wpisu ale niestety mój projekcik pochłania sporo czasu. Jestem już w jednej piątej jeszcze sporo pracy przede mną ale mam nadzieję, że efekt końcowy będzie warty wysiłku! Nadrabiam więc pisząc o moich sposobach na ograniczenie kalorii. Jak wiecie już z wcześniejszych postów cały czas nad sobą pracuje i widzę coraz lepsze efekty! Niedługo zrobię Wam małe podsumowanie. W walce o lepszą siebie te propozycje bardzo pomagają, zwłaszcza, że wprowadzając je nie odczujemy gwałtownych zmian a mogą to być nasze pierwsze kroki w dobrym kierunku. Będzie ich 5!

Na pierwszy rzut idą kanapki, nie mam pojęcia jak Wy ale ja uwielbiam i nie potrafiłabym z nich zrezygnować. Nikomu też nie piszę żeby to robił! Chodzi o to czym je smarujemy, masło? margaryna? zamiast 700 kcal ( dane podaję na 100g produktu) możemy wybrać avocado lub serek kanapkowy (ok 160 kcal) I już mamy zaoszczędzone ponad 500 kcal. Dodatkowo jeśli sprawdzimy właściwości avocado okaże się dużo lepszym wyborem.

Numer dwa cukier, najprościej było by z niego zrezygnować i faktycznie ja nie dodaję go do kawy czy herbaty. Jednak jeśli chodzi o wszystkie ciasta i deserki wybieram jego zastępnik. Mamy teraz całą gamę do wyboru, miody, ksylitole, stewie itd. Jednak ja wybieram najmniej kaloryczną propozycję Erytrytol. Erytrytol nie ma kalorii więc zamiast ok380 mamy 0.

Numer 3 wody smakowe, niby to tylko woda a ilość cukru powala. zamiast kupować gotowe w szybki sposób zróbmy swoją!

Cytrynowa:

  • sok z cytryny
  • woda gazowana lub niegazowana wedle uznania,
  • erytrytol

Numer 4 Lody! wybierajmy sorbety owocowe, lody niskokaloryczne (coraz więcej takich w ofercie) lub przygotujmy je sami w domu z mrożonych owoców, zapewniam,że będą równie smaczne. Uwielbiam połączenie mrożonych bananów z łyżką masła orzechowego ( nie trzeba dosładzać) Lub mrożone maliny z gęstą częścią mleczka kokosowego i erytrytolem.

Numer 5 desery i ciasta, jeśli kupujemy je w sklepach czytajmy skład, jeśli robimy w domu korzystajmy z przepisów na fit zamienniki i tu zapraszam Was do mnie na instagram @zdrowy_talerz . Lub po prostu zamiast do przepisu dodawać cukier użyjmy jego zamiennika!

Kilka małych zmian a naprawdę pomogą. Daj znać czy ten wpis Ci się przyda lub jakie Ty masz sposoby 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Przemyślenia i rady | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Zielone ma moc

Oprócz przepisów, podróży i książek, chciałabym się też podzielić z Wami wiedzą i ciekawostkami dotyczącymi naszego żywienia. W ostatnich czasach dieta oparta jest w głównej mierze na mięsie ( od razu zaznaczam, że nie jestem za wyrzuceniu go z jadłospisu). Spożycie warzyw jest niewielkie a w niektórych przypadkach bliskie zeru. Nie każdy te warzywa też lubi, niestety suplementacja nie jest w stanie zastąpić właściwości, które te warzywa nam dają.

Przygotowanie dań z warzywami, ilość dostępnych przepisów daje wiele możliwości. Warzywa do diety można też wprowadzić jako koktajle o których będzie właśnie ten wpis.

Zazwyczaj piłam koktajle owocowe lub mieszane z marchewką, burakiem lub selerem i bardzo rzadko sięgałam po inne warzywa, nie mając pojęcia o wielu kryjących w sobie super właściwości.

Dlatego dzisiaj mam dla Was zielony koktajl a właściwie sok tylko z 4 składników.

  1. Seler naciowy, jest warzywem wszechstronnym, można go spożywać na świeżo, chrupiąc z dipami, gotować, dodawać do sosów lub podawać w formie sałatek, koktajli. W 95% procentach składa się z wody, dzięki czemu dobrze nawadnia ciało. Błonnik, który zawiera wpływa na nasz metabolizm, usprawniając go. Dodatkowo bogaty jest w potas, magnez, sód i żelazo. Ma również wpływ na regenerację krwi, dzięki zawartemu w nim chlorofilu. Jest niskokaloryczny. (2 łodygi)
  2. Koper włoski, nazywany również fenkułem. Bogaty w witaminę C i B, błonnik i kwas foliowy. Rzadko używany w naszej kuchni, chociaż coraz częściej dodaję się go do sałatek lub duszonych potraw. Również niskokaloryczny. Pomocny przy zaburzeniach apetytu i zaparciach. Ma również działanie przeciwgorączkowe. (2 łodygi)
  3. Limonka, inaczej limetka. Posiada ona antyoksydanty, które przeciwdziałają nowotworom. Wspomaga układ trawienny a zwłaszcza pracę wątroby, rozrzedzając żółć. Bogata w wit. C, potas, fosfor. Jest alkalizująca, odkwasza organizm. Ma wpływ na obniżanie objawów nerwicy, wzmacnia odporność. (sok z połówki)
  4. Chilli, jest bogata w kapsaicynę, wpływa na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi. Działa przeciwzakrzepowo. Ma wpływ na przyśpieszenie metabolizmu, dzięki niej zwię spalanie kalorii w organiźmie. (szczypta).

Dajcie znać czy Wy macie jakiś ulubiony zielony koktajl? I jeśli tak z czego się składa. 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy | Otagowano , , , , , , , , , | 2 komentarze

Lista polecanych książek

Dzisiaj mam dla Was listę książek, które warto przeczytać. Dziękuję za Wasze polecenia z Instagrama! Oczywiście te książki oprócz tych, które ja polecam, dodaje też tu.

  1. Katarzyna Michalak ‚Mistrz’
  2. Remigiusz Mróz ‚Chyłka’
  3. Blanka Lipińska ‚365 dni’
  4. Blanka Lipińska ‚Ten dzień’
  5. A. J. Finn ‚Kobieta w oknie’
  6. A. J. Finn ‚Dziewczyna w oknie’
  7. Markus Zusak ‚Złodziejka książek’
  8. William P. Young ‚Chata’
  9. Olga Rudnicka ‚Seria o Nataliach’
  10. Katarzyna ‚Seria o Lipowie’
  11. B. A. Paris ‚Na skraju załamania’
  12. Lorena Franco ‚Ona to wie’

Powyżej podałam książki polecone przez moich obserwatorów, teraz te, które ja polecam:

  1. M. Witkiewicz A. Rogoziński ‚Pudełko z marzeniami’
  2. Emilly Giffin ‚Wszystko, czego pragnęliśmy’
  3. Renne Carlino ‚Zanim zostaliśmy nieznajomymi’
  4. Guillaume Musso ‚Uratuj Mnie’
  5. Guillaume Musso ‚Dziewczyna z Brooklynu’
  6. Guillaume Musso ‚Apartament w Paryżu’
  7. B.A Paris ‚Za zamkniętymi drzwiami’ Poniżej recenzja.

Książka o parze idealnej, Grace i Jack para, która zakochuje się od pierwszego wejrzenia. On przystojny i bogaty ona kobieta czarująca i z klasą. Są wręcz nierozłączni, dlatego bliższe poznanie kobiety jest bardzo ciężkie. Książka pokazuje emocje i sceny z krótkimi opisami, które nie ciągną kartek w powieści. Jest bardzo ciekawa, cały czas coś się dzieje. Sceny teraźniejsze przeplatane są z tymi z przeszłości co pozwala nam doskonale zapoznać się z bohaterami. Idealne życie,idealna praca czy tak naprawdę wygląda ich życie?
Nic nie pozbawia nas sił równie skutecznie jak strach to fragment z książki, który zrozumiecie dokładnie po przeczytaniu całości. Ja z mojej strony szczerze polecam. na mojej liście znajduję się ona w pierwszej 5!

Zaszufladkowano do kategorii Recenzje | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Burgery

Dzień dobry! Kolejny przepis na blogu a właściwie to tym razem dwa przepisy. Burgery w zdrowszym wydaniu i w dwóch wersjach jeden tradycyjny z mięsem wołowym a drugi wegetariański lub nawet wegański!

Zacznę może od tego bez mięsa, przyznam, że ja mięsko lubię ale jeśli można obniżyć kalorykę a smak jest po prostu obłędny, dlaczego nie? Cały burger ma ok 300 kcal więc bardzo mało w porównaniu do tradycyjnego.

Przepis na 6szt:

  • 70g ugotowanej kaszy quinoa
  • puszka fasoli czarnej (może być też czerwona)
  • łyżka puree pomidorowego
  • łyżeczka papryki wędzonej
  • łyżeczka sproszkowanego czosnku
  • łyżka mielonego siemienia
  • pół łyżeczki soli i pieprzu
  • łyżeczka przyprawy grill pikantny

Wszystkie składniki wymieszać, uformować burgery i piec w 180 stopniach min 30 min.

Bułkę do burgera zgrillować, podawać z pomidorem, czerwoną cebulą, rukolą, avocado, ewentualnie ketchupem. Ja użyłam tego z mniejszą zawartością kcal.

Drugi burger tradycyjny z mięsa wołowego.

Przepis:

  • 200g mięsa mielonego
  • łyżeczka musztardy francuskiej

Mięso dokładnie łączymy z musztardą, formujemy burgery i oprószamy je z obu stron solą czosnkową z chili, następnie grillujemy z obu stron bez dodatkowego tłuszczu.

W międzyczasie grillujemy bułkę,smarujemy ją rozdrobnionym avocado, podajemy z pomidorem, ogórkiem kiszonym, czerwoną cebulą, rukolą i ketchupem.

A którego burgera Ty byś wybrał?

Zaszufladkowano do kategorii Przepisy | Otagowano , , , , , , , , | 4 komentarze

Guillaume Musso, ostatnio przeczytane

Cześć Kochani, mam dla Was dzisiaj wpis- recenzje książek, które ostatnio przeczytałam. Wszystkie trzy są jednego autora. Guillaume Musso ostatnimi czasy, dzięki poleceniu kilku moich obserwatorek z Instagrama zawładnął moją biblioteczką. Tajemnica i zaskakujące zakończenie to zdecydowanie wspólna cecha tych książek. Jak zaczniesz, ciężko przerwać.

Zacznę od Apartamentu w Paryżu. Historia dwójki bohaterów, byłej policjantki i dramatopisarza, którzy przez przypadek wynajęli ten sam apartament. Mieszkanie przed śmiercią należało do wybitnego malarza Seana Lorenza. Cała twórczość i życie artysty owiane tajemnicą pochłonęło lokatorów na tyle głęboko, że podjęli śledztwo, dotyczące intrygujących historii, które wkrótce mieli odktyć. Po więcej odsyłam Was do lektury. Zapewniam, że do ostatnich stron pozostałam z pytaniami w głowie. A odpowiedzi na nie były totalnym zaskoczeniem.

Kolejna pozycja Dziewczyna z Brooklynu, thriller połączony z romansem. Bardzo lekko się ją czyta. Główny bohater Raphael miał wkrótce pobrać się z Anną. Do tej pory wszystko układało się idealnie, typowa sielanka. Bohater kierując się wątpliwościami wymusił na Annie wyjawienie sekretu z przeszłości. Anna tuż po tym znika i całkowicie urywa się z nią kontakt. Raphael próbując ją odnaleźć wraz z swoim przyjacielem, emerytowanym policjantem, dowiaduje się coraz bardziej przerażających faktów o swojej narzeczonej. Kim na prawdę jest Anna? Tego dowiecie się czytając książkę.

Ostatnio przeczytana a dokładniej skończyłam ją dwa dni temu, Uratuj mnie. Tą książkę określiłabym jako romans z wątkiem sensacyjnym oraz nutką fantastyki. Juliette i Sam ludzie z dwóch innych światów z bagażem wspomnień zakochują się w sobie bez pamięci. po krótkim czasie spędzonym niemal bez przerwy razem bohaterka musi wracać do Francji. Samolot startuje i dochodzi do katastrofy.. Czy miłość okaże się silniejsza od śmierci? Nie chcę Wam więcej zdradzać dlatego pozostawiam Was z krótkim opisem.

Na koniec mam do Was prośbę szukam innych książek wartych przeczytania moglibyście mi coś polecić? Dodam jeszcze że teraz jestem w trakcie czytania Za zamkniętymi drzwiami B. A. Paris a w kolejce czekają jeszcze inne pozycje Guillaume Musso: Jutro, Central Park, Telefon do Anioła, Ponieważ Cię Kocham i Ta chwila.

Zaszufladkowano do kategorii Recenzje | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Emigrantka w Liverpool cz4

Poszukiwania pracy w Liverpool, chyba każdy zaczyna od rejestracji w agencjach, ja już byłam zarejestrowana w dwóch ale stwierdziłam, że im więcej tym większa szansa na szybką pracę. Wypełniając formularze godziłam się na każdy rodzaj pracy, nocki, dniówki, weekendy, praca na kilka dni. Pierwszą pracę skończyłam w środę a telefon żeby pójść do kolejnej był już w piątek (w sezonie letnim nie czeka się długo). Tak trafiłam do firmy four wall creative, zajmującej się pamiątkami dla kibiców Liverpoolu i innych drużyn oraz przyborami szkolnymi i kartkami urodzinowymi. Firma była w Bromborough, znowu przeprawa w dotarciu na miejsce ok godzina i 20 minut w autobusach ale było warto! Praca z samymi anglikami, bardzo przyjaznymi. To dzięki nim zaczęłam próbować sił z angielskim. Po pierwsze nie miałam wyjścia a po drugie cały czas ze mną rozmawiali, więc mimowolnie uczyłam się. Tam praca była dłużej ok dwóch miesięcy, po tym czasie jednak od nowa czekanie na kolejną ofertę.

Przez pierwszy rok pobytu w Liverpool przeszłam tych prac więcej, niż niektórzy przez całe swoje życie. Po kilka słów opisze te, które pamiętam. Marantos, jedyna praca, w której robiłam przy gastronomi tzn na zmywaku hehe, super atmosfera jak na kuchni, jednak miałam za mało godzin. Denholm, praca przy pakowaniu poduszek na Bootle, tam cały czas się coś robiło, czas szybko mijał ale nie było szans na kontrakt- czyli stałą umowę. Prinovis, drukarnia, praca polegała na dokładaniu gazetek na linie, 12h tylko przy dokładaniu. Alfred price, pakowanie owoców, zmiany po 12h nocki.. z managerem, który nauczył się po polsku słowa ‚szybko’ i powtarza to za Twoimi plecami, tam wytrzymałam 4 dni a raczej noce i nie potrafię zrozumieć jak ludzie w tym zimnie i w atmosferze potrafią pracować 10 lat i więcej(nie wolno było tam rozmawiać). A przy okazji tej pracy kojarzycie małe opakowania owoców tak zwane przekąski na raz, nie polecam! Alied bakery, piekarnia, macie linie z pankejkami, zbieracie je na małe tacki a dalej maszyna robi swoje, praca nie najgorsza ale na telefon 7-19, godzina 7.05 dzwoni do Was agencja i pyta jak najszybciej możecie być w firmie, więc na podjęcie decyzji macie jakieś 15 sekund. Dhl, kolejny moim zdaniem obóz pracy, przynajmniej w momencie gdy ja tam byłam, tam można zostać na dłużej pakując słodycze lub kosmetyki. Nie jest ciężko też się dostać, potrzebują ‚siły roboczej’ tylko od nas zależy czy chcemy być tak traktowani.. Killer ink, pakowanie tuszów do tatuaży. Firma, której nazwy nie pamiętam robiła kamizelki ratunkowe do samolotów i łodzi. A teraz śmietanka jeśli chodzi o pracę za granicę, trzeba naprawdę dobrze trafić, żeby było inaczej niż u mnie. Hotele byłam w dwóch Posh Pads i Staybridge Suits, pracuje tam najwięcej Polek i przykre jest to, że tyle w nas zawiści i braku emaptii, za granicą nie jesteśmy zgrani jak inne narody a bardziej podkładamy sobie nogi, niż wspieramy. Dlatego pracy w hotelu nie polecam nie ze względu na ciężką pracę tylko atmosferę.

Po roku zaczęło się coraz bardziej układać znalazłam się w firmie, w której pakowaliśmy leki, testy itd. Chester Medical Solutions w Bromborough, całkiem fajne miejsce, które nawet mile wspominam, niestety transport, który został bardzo utrudniony przez zamknięcie tunelu, pomógł mi podjąć decyzję o rezygnacji i znalezieniu pracy po swojej części rzeki. Znalazłam, bardzo szybko w Johnson control, potem zmienili nazwę na Adient. Po serii testów zostałam kontrolerem jakości. Teraz najlepsze kontrolowałam jakość siedzeń do Jaguara i Land Rovera. Praca w systemie 3 zmianowym, bardzo lekka. Właściwie jedno z najlepszych miejsc w których byłam, był tylko jeden haczyk bez szans na kontrakt. Czyli w każdej chwili gdyby pracy było mnie mogli Cię wysłać do domu. Dlatego pracując w międzyczasie szukałam czegoś innego.

W Sierpniu 2018 roku dostałam pracę w Nerudi, pakowanie i kontrola jakości e-papierosów. I to właśnie tu, teraz walczę o kontrakt, najpierw z osób pracujących, które wysłali CV wybrano część osób do drugiego etapu, testów psychometrycznych. Testy były 3 matematyczny, logistyczny i czytanie ze zrozumieniem. Czas na odpowiedzi był bardzo krótki na 36 pytań matematycznych 10 min. Tym większe utrudnienie, że jednak wszystko było w języku angielskim, czyli nie w moim (95% osób pisało w swoim języku). Wyniki miały być listownie, w końcu przyszedł list i zostałam zaproszona na oficjalną rozmowę (wraz z 14 innymi osobami). Byłam pierwsza, jak okazało się dlatego, że mi testy poszły najlepiej, czego się totalnie nie spodziewałam. Na rozmowie dostaliśmy 6-7 pytań, szczerze nie pamiętam czego dokładnie dotyczyły na pewno co mogłabym wnieść do zespołu oprócz standardowych regułek wspomniałam o naszym języku, skoro mają klientów na całym świecie to może akurat też będą z Polski! Większość pytań dotyczyła standardów i sposobu w jaki powinno się pracować oraz historii zatrudnienia (tak tak mojej bogatej historii). W tej chwili mają dwa tygodnie na odpowiedź i bardzo chciałabym, żeby się udało ale zobaczymy!

Macie jakieś wspomnienia dotyczące byłych prac? lub jakieś anegdotki, dajcie znać! 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Emigrantka w Liverpool cz3

Agencja zadzwoniła do mnie z ofertą pracy już po kilku dniach, firma kosmetyczna zatrudni do pakowania perfum, pomadek, cieni itd. Bez większego namysłu przyjęłam ofertę. Praca zaczynała się nazajutrz. Wystąpił mały problem z dojazdem, do tej pory korzystałam tylko z autobusu do centrum i to nie było zbyt łatwe dla mnie, nie do końca pamiętałam gdzie wysiąść. Praca była na Knowsly, żeby tam dojechać potrzebowałam dwóch autobusów.. czyli przesiadka. ( Dodam, że wtedy mój telefon nie posiadał nawigacji ani internetu) Rozpisałam drogę na kartce i stwierdziłam, że jakoś dojadę. Potrzebowałam jeszcze butów ochronnych (sejfciaków) i kamizelki odblaskowej. Kupiłam najtańsze buty dunlop.. aj ta firma, chyba każdy na początku ma te buty, są bardzo ciężkie i nie wygodne. Trepy z blachą tak bym je opisała. Kolejnego dnia z sporym zapasem czasu wyruszyłam. Pierwsza przesiadka poszła gładko, w drugim autobusie kalecząc na około pokazałam adres i spytałam czy ktoś mi może powiedzieć, gdzie mam wysiąść i okazało się, że mój autobus ma inną trasę i będzie kolejna przesiadka. Na szczęście jeden człowiek miał podobny plan przesiadki więc poszłam za nim. Pierwszy dzień pracy i mój zapas czasu nagle stopniał, godzina 7 zbliżała się nieuchronnie a ja z planowanego przystanku miałam jeszcze spory spacer do nowej pracy (Pod firmą autobus nie zatrzymywał się). Już widziałam mój przystanek, nacisnęłam przycisk ale kierowca nie zatrzymał się tylko z uśmiechem powiedział, że zatrzyma się pod moją pracą, nie musiał a jednak! Weszłam do firmy dokładnie za 2 siódma.

Praca okazała się być lekka, ludzie w porządku, jedynie całe 8 godzin na nogach troszeczkę przeszkadzało, ale pomyślałam, że to kwestia przyzwyczajenia. Oczywiście miałam jeszcze problemy z porozumiewaniem się zwłaszcza, że akcent w Liverpool nie jest najłatwiejszy. Z każdą godziną było łatwiej i oczywiście poznałam trasę do domu! I tu kolejna moja przygoda, byłam już w połowie drogi, po przesiadce i akurat jechał mój autobus, nie wiadomo dlaczego nie zatrzymał się, chociaż przecież to był jego przystanek, tak samo kolejny. Nie wiedziałam co robić i jak wrócić do domu, przez chwilę pomyślałam, że może czekam w złym miejscu..Przyszli inni ludzie więc postanowiłam poczekać jeszcze z nimi i w momencie gdy autobus podjeżdżał, zaczęli machać.. ( przystanki na żądanie) Oczywiście geniusz ze mnie, czekałam licząc aż się zatrzymają sami..!

Pracowałam tam tydzień czasu i pewnego dnia po pracy dostałam sms od agencji, że bardzo dziękują mi za pracę ale skończyli zamówienie i na chwilę obecną nie potrzebują aż tylu pracowników. Załamałam się, nowy kraj bez pracy, naprawdę się starałam a straciłam tą pracę (Przemek jeszcze wtedy też nie miał swojej). No właśnie wtedy nie wiedziałam, że praca agencyjna tak właśnie wygląda, czasem pracujesz tylko dwa dni a czasem kilka miesięcy w jednym miejscu i nie zależnie od tego jak pracujesz, możesz w każdej chwili dostać wiadomość, że Ci już dziękują. Zaczęłam poszukiwania kolejnej pracy, w końcu przyjechaliśmy tu z myślą o szybkich zarobkach.. cdn

Zaszufladkowano do kategorii Historia emigrantki | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz